Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Duszek Strona Duszyczek i Duszków - Internetowa wspólnota pomocy i wsparcia duchowego. Rozmowy, wartości, intencje
DUSZKI.PL
a tak dokładnie to Duszyczki i Duszki (*) - czyli "Duszkowo" :-)
Dzisiaj jest: 2017-07-21 20:45:44 Aktualizacja dnia: 2017-07-10 14:49:04
Duszka
MiloscMilosc Gdy oczekujesz pomocy lub sam(a) chcesz innym pomagać. Albo chciał(a)byś porozmawiać o czymś ważnym lub choćby tylko o wczorajszym podwieczorku :-) Dla wszystkich, w każdym wieku - od 0 do 201 lat ;-)
Strona główna Teksty i inne Intencje Dla Gości Dla Duszków Poczta Duszków Kontakt i Info
Modlitewnik Archiwum Dodaj intencję Galeria i eKartki O Duszkach Forum Księga Gości
Rocznica 12 lat oficjalnego działania Duszków w dniu 01.11.2017 i 11 lat strony Duszki.pl! (*):-) Serdecznie zapraszamy!
UWAGA! Ten serwis, strona i podstrony mogą używać cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to)!


 
Wywiad z blogerką Oleną Stepową - tłumaczyła Duszyczka Irenka
 
 

Źródło: http://gordonua.com/news/war/Bloger-Stepovaya-Farion-vzorvala-Donbass-kak-bombu-Krov-detey-Donbassa-na-ee-rukah-55166.html

Wywiad został opublikowany 9 grudnia 2014 r. Rozmawiała: dziennikarz Ksienija Kutowaja

 

Blogerka Ołena Stepowa:

Na Donbasie mówią: „Putin, cholera, obiecał zabrać nas do siebie, dlaczego więc nie wypłaca nam pensji i emerytur”?

 

W wywiadzie, udzielonym portalowi „GORDON”, mieszkanka obwodu ługańskiego, blogerka Ołena Stepowa opowiadała, jak się zaczynała wojna na Donbasie i jak teraz wygląda życie oraz świadomość mieszkańców regionu.

Ołena Stepowa - to jeden z najbardziej znanych blogerów ukraińskich. Obserwowała to, jak rodziła się wojna na Donbasie, dzieląc się wrażeniami na swoim profilu na Facebooku. Portalowi „GORDON” opowiedziała o realnych powodach nastrojów prorosyjskich w miastach Donbasu.

 

Ołena Stepowa: Na Donbasie myśleli, że wszystko będzie jak na Krymie: referendum, żołnierze rosyjscy, Rosja, emerytury i kiełbasa

 

  

Ołena Stepowa: Ludmiła Ulickaja od razu się mną zaopiekowała

 

- Wydarzenia, które opisujesz na blogu - to literatura czy dziennik?

- Gdy zaczęłam pisać o Operacji Antyterrorystycznej, były to notatki dokumentalne, osobiste obserwacje. Nie dotyczyły one Ukrainy, obwodu ługańskiego, Donbasu, ale mego otoczenia, ludzi, których znam osobiście, tych, którzy zginęli bądź przeżyli.

 

- Jak reagowali na posty twoi ziomkowie - bojówkarze? Czy próbowali się dowiedzieć, kto się ukrywa pod pseudonimem Ołena Stepowa?

- Wiem, że czytali i się wściekali. O tym, kim jestem, dowiedzieli się bardzo szybko - za sprawą zdrady mego kuma [ojca chrzestnego dziecka - przyp. tłum.]. To mądry, wykształcony człowiek, specjalizujący się w technologiach IT. W którymś momencie stał się bardzo religijny, bardzo się zafascynował prawosławiem.

 

- Co spowodowało tak radykalną zmianę?

-Plotki, których tematem była nieistniejąca ustawa, dotycząca adopcji ukraińskich dzieci. Dwa lata temu tu zaczęto straszyć, że nasze dzieci zabiorą, oddadzą do adopcji na Zachód, gdzie opiekunowie będą je gwałcili. Źródłem plotek była ambona miejscowej cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego. Po mieście chodziła grupa płaczek, zbierająca pieniądze na walkę z tą ustawą. Mój kum się poddał temu nurtowi, nie mogłam mu wytłumaczyć, że Rada Najwyższa nawet nie ma w planach podobnej ustawy. Kum, jako jeden z pierwszych, udał się do szeregów bandytów, ponieważ wierzy, że Rosja jest ostoją prawosławia. Gdy to się stało, nasze rodziny praktycznie przestały ze sobą rozmawiać. Każde spotkanie kończyło się awanturą. Kum wiedział, kto się ukrywa pod pseudonimem Ołena Stepowa.

 

-Wiedział i milczał?

- Po każdym moim wpisie dzwonił do mnie i mówił: „Nie miałaś prawa tego pisać”. Pewnego razu po prostu powiedział o mnie w komendanturze. Jestem jednak dobrze znana w ukraińskim Swierdłowsku jako obrońca praw człowieka, 90% emerytur i zapomóg, które otrzymują górnicy i „dzieci wojny” [osoby, urodzone w latach 1941-1945 - przyp. tłum.] pomogłam załatwić ja. Ludzie mnie poznali i stanęli w mojej obronie.

 

- Dzięki Bogu, nie zostałaś pobita przez separatystów…

- Mogę powiedzieć, że trochę oberwałam. Od tamtej pory nie mamy kontaktu z moim kumem. Moja rodzina nikomu nie powiedziała o jego zdradzie, przepłakaliśmy to w swoim gronie. Potem się okazało, że gdy tu nie było, co jeść, kum otrzymywał z Ukrainy produkty spożywcze. On i jego żona pojechali do Charkowa i załatwili dla siebie zapomogę na „rodzinę wielodzietną”. Ten człowiek lata z karabinem w imię Rosji, ale pieniądze bierze od Ukrainy czy też „Ukropii” [tak nazywają Ukrainę w środowisku separatystów - przyp. tłum.].

 

- Kto ci pomógł wydać książkę „Wszystko będzie Ukraina”?

- Pisarka Ludmiła Ulickaja i jej fanklub. Był moment, że chciałam pisać wszędzie tylko po ukraińsku, jednak Rosjanie histerycznie reagowali na to, co piszę, więc pomyślałam, że mam misję trafiania do nich. Chciałam, żeby wiedzieli, co się tu dzieje naprawdę.

 

- Rosjanie czytają twe wpisy?

-Tak. Aktywniej, niż rodacy, poza tym dodają agresywne komentarze, napadają na mnie na moim profilu na Facebook. Jednak, pewnego dnia napisała do mnie Ludmiła Sum, prezes fanklubu Ludmiły Ulickiej. Poinformowała mnie o tym, że moje notatki trafiły do rąk znanej pisarki. Była ona wstrząśnięta tym, że gdzieś jeszcze istnieje miasto Swierdłowsk oprócz tego, które w czasach sowieckich nazywało się tak samo, a teraz znów jest Jekatierinburgiem. Tej popularnej autorce był bliski mój sposób przekazywania obrazów. „To jest bardzo żywe, jak na filmie”, - mówiła Ulickaja. Od razu się mną zaopiekowała, Rosjanie zebrali pieniądze, przekazali ją do przygranicznego Hukowa. Fanklub Ulickiej zapłacił za wydanie książki „Wszystko będzie Ukraina”, która ukazała się w małym nakładzie - tysiąca egzemplarzy. Wydawnictwo ukraińskie „Duch i Litera” wykonało skład i łamanie.

 

- Czy współpracujesz z wydawcami ukraińskimi?

- Na razie ta współpraca się nie ułożyła, ponieważ w umowie najczęściej proponowano mi przekazanie praw autorskich za bezcen, za trzy tysiące hrywien [wg aktualnego kursu - to 671 złotych polskich - przyp. tłum.]. Mówili do mnie: „Przecież Pani musi za coś kupić chleb”. Drugą książkę - „Wszystko będzie Ukraina. Historie stepowe ze strefy Operacji Antyterrorystycznej (OAT)” pomogli mi wydać moi przyjaciele z Facebook.

  

Ołena Stepowa: Od lutego Służby Celne i Straż Graniczna wpuszczały na Ukrainę broń, pochodzącą z Rosji

 

- Dlaczego piszesz o wojnie?

- Od lipca, gdy już było zrozumiałe, że mamy do czynienia z katastrofą, zaczęłam grzebać. Wtedy mi się wydawało, że, jak się znajdzie to pierwsze ogniwo zła, damy radę je powstrzymać. Wszyscy szukali przyczyny wojny w przeszłości.

 

- Odległej?

- Nie, ale dopiero teraz rozumiem, że byliśmy ślepi i głusi. W 2010 roku moja córka wróciła 1 września ze szkoły - Partia Regionów dała dzieciom prezenty z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. W paczuszce były: linijka, długopis, zeszyt i dzienniczek. Zwróciłam uwagę na to, że na mapie Ukrainy, umieszczonej w dzienniczku, nie było obwodów donieckiego i ługańskiego. Pomyśleliśmy, że jest to błąd w druku. Pośmialiśmy się, dzieci wzięły długopis i domalowały brakujące terytoria. Zaznaczyły na mapie punktami Ługańsk i Donieck. Śmialiśmy się, a należało płakać.

 

- Czy pamiętasz jeszcze jakieś wydarzenia, skłaniające do rozmyślań?

- Wojna nauczyła mnie zwracania uwagi na znaki, analizowania nawet najbardziej, zdawałoby się, nieznaczących zjawisk. Mieszkamy w pobliżu granicy z Rosją, tu się żyło dzięki przemytowi. Był taki czas, że nie było przemytników, więc pogranicznicy i celnicy byli smutni. Nagle, tuż przed 8 marca, jubilerzy z ukraińskiego Swierdłowska zaczęli tak intensywnie pracować, jakby byli w amoku. Celnicy i pogranicznicy pozamawiali u nich ekskluzywne i bardzo drogie wyroby ze złota - to miały być prezenty dla ich żon i kochanek. Zamówień było tyle, że trzeba było wynająć specjalny samochód. Niby kontrabandy nie było, ale żony i kochanki tych panów aż się świeciły od złota. Dopiero w czerwcu się dowiedziałam od rebeliantów, że od lutego Służby Celne i Straż Graniczna wpuszczały na Ukrainę broń, pochodzącą z Rosji.

 

- Jakie są teraz losy owych celników i pograniczników, którzy de facto sprzedali swój kraj?

- Odbyła się rotacja i zostali skierowani na służbę w głąb Ukrainy.

  

Ołena Stepowa: Iryna Farion ma na rękach krew dzieci Donbasu

 

- Czy, obserwując sytuację od środka, rozumiesz, dlaczego na Donbasie został poparty pomysł rozbicia kraju?

- Tę ideę ludzie podchwycili tam, gdzie bieda aż piszczy. Miasta Sniżne i Torez - to bród i smród, jakaś wojskowa podobizna Związku Sowieckiego. Centrum działania kozactwa rosyjskiego stało się ubogie miasto Antracyt, gdzie bezrobocie szaleje. W tych miastach ludzie od dziesięcioleci nie widzieli, co to postęp: te miejscowości były martwe, bez perspektyw, są tu rozpadające się szkoły, rozbite drogi. Górnicy harowali na dole, marząc o tym, żeby zapłacić za studia dziecka na uczelni wyższej i wypchać je z tego regionu do lepszego życia. To tam panowały mocne nastroje prorosyjskie, a Kozaków rosyjskich witano jak wybawców.

 

- Jaka idea była dźwignią rebelii mieszkańców tych miast?

- Dlaczego nikt nie zwraca uwagi na to, że w tych miastach nawet mowy nie było o ideologii? Tam ludzie marzyli o kiełbasie, wypłacie i stabilności. W ludziach przemówiły nie ideały, ale bezbronność społeczna.

 

- Jak powstała taka utopia, miraż?

- Na Donbasie programy telewizji rosyjskiej były nadawane na okrągło. Ludzie widzieli, jaki Putin jest odważny. Jak nurkuje i wypływa na powierzchnię. Widzieli piękny obrazek, świadczący o wielkości i potędze sąsiedniego państwa. Mieszkańcy małych miasteczek Donbasu, czując się niepotrzebni we własnym kraju, często słyszący, że są wyrzutkami, uwierzyli - po aneksji Krymu, - że są potrzebni Rosji. Czekali, że wszystko będzie, jak na Krymie - referendum, żołnierze rosyjscy, Rosja, emerytury i kiełbasa.

 

- Jak uważasz, kto jest reżyserem rebelii?

Partia Regionów przy wsparciu Kremla, a także Iryna Farion. Nie była nawet czynnikiem drażniącym - po jej wypowiedziach Donbas wybuchł, jak bomba. Iryna Farion ma na rękach krew dzieci Donbasu.

 

- Myślisz, że gdyby na wiosnę nie potraktowała z taką agresją mieszkańców obwodów ługańskiego i donieckiego, Donbas nie zareagowałby tak drastycznie?

- Nie można obrażać swego narodu, nie można w nim szukać wrogów, a właśnie tym się zajmowała Farion. Zaczęła dzielić Ukraińców na kryształowo czystych i trochę brudnych. Tak, rozmawiam po rosyjsku, ale czy nie jestem Ukrainką? Też jestem nacjonalistką, uważam, że Ukraina jest suwerennym państwem i ma ogromny potencjał intelektualny, duchowy i przemysłowy.

 

- Też się poczułaś urażona wypowiedziami Farion?

Ona nazwała Donbas bydłem. Mieszka u nas Tatiana Konował - zasłużona i znana w całej Ukrainie autorka pisanek, organizowany był Międzynarodowy Festiwal Piosenki Ukraińskiej „Mała kryniczka”, tu tworzy poeta Iwan Nyzowyj. Czy ci wszyscy ludzie - to też bydło z Donbasu? Media rosyjskie na okrągło pokazywały Farion i powtarzały jej wypowiedzi, dla nich był to przykład faszyzmu na Ukrainie. Niestety, żaden poseł do Parlamentu Ukrainy też nie przerwał tych wypowiedzi Farion, mówiąc: „Nie można tak, są naszym narodem!”

 

- Jak się rozwijała rebelia w twoim mieście?

W Swierdłowsku separatystów poparło o wiele mniej ludzi, niż w Antrycycie czy w Gorłówce. W latach 90., gdy wszędzie było bezrobocie, wielu górników ze Swierdłowska pojechało na zarobki do Rosji. Od nas do przejścia granicznego w rosyjskim Hukowie jest 15 minut jazdy samochodem. Gdy na wiosnę nastroje separatystyczne dopiero zaczęły się rodzić, górnicy pierwsi powiedzieli: „Jesteście debilami czy chociaż raz byliście w Rosji!? Pracowaliście tam? Dla nich byliśmy jakimiś podludźmi - przydzielano nam najcięższą pracę, a płacono mniej, niż miejscowym. Zawsze nazywano nas »zjadaczami słoniny« i »Chochlami«. Ich przedsiębiorstwa są wyposażone gorzej, niż u nas. W Rosji w górnictwie nie ma modernizacji, a my mamy współczesne buldożery i koparki, a w kopalniach - japoński sprzęt”. Rozumiejąc, jak jest w Rosji, górnicy się powstrzymali od rebelii.

 

- Ilu górników chwyciło za broń?

- Z brygady, liczącej 250 osób, zaledwie ośmiu zostało bojówkarzami.

 

- Czy tylko górnicy wiedzieli, jaka naprawdę jest „potęga i wielkość” Rosji?

- Nie, ponieważ w naszym miasteczku przygranicznym dzięki Rosjanom dobrze żyli przedsiębiorcy i lekarze. W dniu wypłaty Rosjanie dzwonili do sprzedawców w Swierdłowsku i zamawiali artykuły spożywcze w ilościach hurtowych. Kupowali skarpety i pończochy z Rubieżan, kiełbasę z Rówieniek, masło z Połtawy, cukierki firmy „Roshen” (po wizytach Rosjan w sklepach przygranicznych tych słodyczy nie było), nie mówiąc już o wódce i piwie. Powód był jeden - my mamy wszystko smaczniejsze i tańsze, i - co najważniejsze - o wiele lepszej jakości, niż ma „starszy brat”.

 

- Mówisz tak, ponieważ jesteś patriotką?

 - Nie, spożywcą. Podczas ciężkiej okupacji, gdy separatyści zabraniali naszym przedsiębiorcom wyjazdów po towar do Charkowa, półki sklepów i targowiska były puste. Musieliśmy robić zakupy w Rosji. Kupowaliśmy to, co było najbardziej dostępne. Wiemy już, jak smakują rosyjski makaron i pasta do zębów. Nie mogliśmy tego wziąć do ust - nie dlatego, że jesteśmy patriotami, a po prostu dlatego, że smak jest ohydny. Po praniu w najtańszym rosyjskim proszku bielizna była jeszcze bardziej brudna, a skóra dłoni zaczynała obłazić.

 

- A jak dzięki mieszkańcom „bliskiej zagranicy” zarabiali lekarze?

- Rosjanie tłumnie przyjeżdżali do dentystów ze Swierdłowska. U nas najtańsza plomba kosztowała 250 hrywien, a u nich - nie mniej, niż 100 USD. Przed wojną w naszym mieście było 50 gabinetów i klinik stomatologicznych. Dzięki Rosjanom prosperowały też nasze zakłady optyczne.

 

- Kto pierwszy się poddał idei rozbicia kraju?

- Na wiece przychodziły starsze panie, byli tam pijacy i ludzie z marginesu, jakieś grube baby, pijące wódkę wprost z butelki. Nasze miasto liczy 72 tysiące mieszkańców; na wiece na głównym placu separatystom z trudem udawało się zebrać 500 osób. Początkowo te wiece zaczynały się od przemówień mera miasta o Putinie i o tym, czym jest „ruski mir”, ale kończyły się wymogami odwołania tegoż mera, który nic w mieście nie robi.

 

- Jak to się stało, że nastroje separatystyczne w pewnym momencie wzięły tu górę?

Pewnego dnia wyłączono nam programy ukraińskiej TV. Pozostała TV rosyjska. Na ulicach, jak w czasach Związku Sowieckiego, zostały postawione duże głośniki, z których słuchaliśmy o potędze „wielkiej Rusi”. Oliwy do ognia dodała prasa lokalna. W gazetach pojawiły się nagłówki typu: „Rząd Ukrainy znosi emerytury i ulgi dla górników”, „Na Ukrainie jest możliwy głód” etc.

 

- Kto siał tu panikę i uprawiał propagandę antyukraińską?

Władze miasta, Partia Komunistyczna, aktywnie działali agitatorzy, reprezentujący Partię Regionów, dyrektorzy przedsiębiorstw i kopalni, należących do Rinata Achmetowa. Ci ostatni mówili swoim podwładnym, że oligarcha Igor Kołomojski stworzył i uzbroił bataliony, żeby te odbierały majątek górników, niby dlatego, że na Ukrainie Zachodniej jest bieda. Od razu proponowali utworzenie samoobrony celem ochrony kopalń.

 

- Czy teraz bojówkarze jeszcze wierzą w ten mit?

Ich już nie ma - praktycznie wszyscy zginęli. Przeżyli najsprytniejsi - oni nie walczyli, a werbowali rekrutów. Najpierw przedstawiciele „ŁRL” stali na posterunkach bez broni, strzegli pomnika Lenina. Pewnego dnia w kopalniach ludzie usłyszeli, że przyjeżdża „Prawy Sektor” i będzie zrzucał pomnik wodza proletariatu. Górnicy przybiegli od razu. Ludzi z „Prawego Sektora” nie znaleźli. Byli tam jedynie jacyś pijani osobnicy w kominiarkach, żłopiący wódkę z butelek, sikający na trawnik i postument pod pomnikiem Lenina. Nieproszeni goście byli ubrani biednie - w przeciwieństwie do miejscowych górników, którzy nie żałowali pieniędzy na dobre kurtki i buty. Pijani i biedni - tak sobie tu wyobrażano „Prawy Sektor”. Górnicy dali im po mordzie, zapchali do autobusu i odesłali do izby wytrzeźwień. Później się okazało, że byli to Rosjanie, którzy przyjechali bronić Donbasu przed „Prawym Sektorem”. I gdzie tu separatyzm? Był tu małomiasteczkowy patriotyzm, podgrzewany ze wszystkich stron.

 

- Czy były szansa na to, że rebelia się skończy?

Tak, ludzie, walczący na początku rebelii, później się przyznali, że gdyby nie Rosja i jej broń, rebelia szybko by zgasła. Stali na posterunkach, mając na piersiach „wstążki orderu św. Jerzego” a, a w dłoniach - pałki. Potem zaczęli wydawać karabiny i strzelby - na podstawie kopii dowodu osobistego - i werbować do „samoobrony”. Potem Rosja zaczęła przywozić kominiarki i broń ciężką. Trzeba przyznać, że aż do wtargnięcia Rosjan wojna wyglądała na domową. To jedni obywatele Ukrainy chwycili za broń i zaczęli walkę z innymi jej obywatelami.

 

 

Ołena Stepowa: „Do wąwozu żołnierzy Ramzana Kadyrowa spełzły się żmije z całej okolicy

 

- Zwróciłam uwagę na twoje słowa na blogu o tym, że nawet ziemia była przeciwna wojnie.

- Traktuję ziemię z drżeniem serca - tak nauczyli mnie moi dziadek i babcia, mieszkający pod Połtawą. Mam sześć arów ziemi. Uprawiam ogródek, sad, stoi tam buda dla psa i jest nawet mały skrawek, przypominający step z jego dzikimi ziołami. Kiedy się zaczęła wojna, działo się coś dziwnego. Ziemia wysychała tam, gdzie w okopach byli żołnierze rosyjscy. Na stepie był ogromny upał, Rosjanie, mieszkańcy Osetii i Czeczeńcy Ramzana Kadyrowa tracili przytomność z pragnienia. Po kilku dniach od ostrzałów artylerii zauważalne były tu drgania gleby, przypominało to trzęsienie ziemi. W kopalniach obserwowano mocne osuwanie się ziemi.

 

- Czy tylko ziemia były przeciwna wojnie?

- Zwierzęta też. Obok osady Aleksandrówka, tam, gdzie bije źródełko i jest chłodno, ulokowali się żołnierze Ramzana Kadyrowa. Okupantów nikt nie widział, natomiast oni widzieli wszystkich i strzelali. Do tego wąwozu spełzły się żmije z całej okolicy. Moja kuma ze strachu wlazła na dach domu, a później opowiadała, że gady wpełzały tam, nie zwracając uwagi na ludzi. Czeczeńcy się przestraszyli, zaczęli strzelać - i wynieśli się z osady, pozostawiając w wąwozie trzy działa przeciwlotnicze.

 

Blogerka Ołena Stepowa: Nieszczęście Donbasu polega na tym, że nie postrzega swej winy w tej wojnie

- Kiedy zrozumieliście, że w tej wojnie aktywnie uczestniczą wojska rosyjskie?

- Najpierw było ciężko pojąć, skąd są ostrzeliwane miasto i osady. Krewni i znajomi z Rosji zaczęli nagle wypisywać na portalu „Odnokłassniki” [odpowiednik „Naszej klasy” - przyp. tłum.], że przyjechali wojskowi, przywieźli „Katiusze” (cywile nie wiedzieli dokładnie, co to za technika) i ustawiają je na terenie starych, porzuconych kopalń, znajdujących się na wzgórzach. Pisząc o tym, zwykli Rosjanie uratowali tu wiele ludzkich istnień! Wszyscy mieszkańcy przygranicznej rosyjskiej miejscowości Hukowo wiedzą, że Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie. Gdy w czasie okupacji musiałam tam jechać, by kupić coś do jedzenia, - w Swierdłowsku były pustki w sklepach, - zwykli mieszkańcy Hukowa, dowiedziawszy się, że przyjechałam z Ukrainy, mówili: „Modliliśmy się za was, słyszeliśmy, jak was zabijają; to nasi strzelają do was”.

 

- W Hukowie panuje zbiorowe poparcie dla polityki Kremla?

- Nie. Gdy się zaczął bunt separatystyczny, mieszkańcy tej miejscowości byli zaskoczeni: „Po co wam iść do Rosji, przecież żyjecie lepiej od nas?” W Swierdłowsku szpitale, porodówka i szkoły były wspaniale wyremontowane i miały bardzo dobre wyposażenie. Potem do Hukowa zaczęli wyjeżdżać uchodźcy, mający nastawienie prorosyjskie. Pobierali tu pomoc charytatywną w postaci żywności i odzieży, sprzedawali, a za otrzymane pieniądze kupowali alkohol. „Uchodźcy” wyglądali szykownie – kapali złotem, jeździli drogimi jeepami, żyli wg zasady: „hulaj dusza, piekła nie ma”, wynajmując drogie mieszkania.

 

- Teraz w Swierdłowsku panuje zacisze, nie ma dużych walk. Co się dzieje w mieście, z ludźmi?

- Na terenach okupowanych Ukrainy zaczął się okres przebudzenia ze snu separatystycznego. Ludzie ujrzeli przepaść, - nie wirtualną, a jak najbardziej prawdziwą. „Budzą się” osoby, przebywające w euforii prorosyjskiej (ludzie, mający nastroje proukraińskie już dawno wszystko zrozumieli i wiedzieli, czym się to skończy). Prorosyjscy wypytują żołnierzy rosyjskich, separatystów, komendanturę: „Obiecaliście nam, że wszyscy będą żyli lepiej, a wyszło, że dobrze macie się jedynie wy i wasze rodziny. Dlaczego pozostali głodują, umierają, dlaczego starcy targają się na życie? Co będzie dalej? Dlaczego wszystko się rozsypało?”

 

- Ołeno, czy twoi ziomkowie, mający nastroje prorosyjskie, po zrozumieniu rozmiarów tego kataklizmu, czują się za niego odpowiedzialni? Tego kataklizmu – i w efekcie – wojny – nie byłoby, gdyby nie zawołali tu wojsk rosyjskich.

- Nieszczęście Donbasu polega na tym, że nie postrzega swej winy w tej wojnie. Ludność o nastawieniu prorosyjskim wyciąga dość dziwne wnioski. Ci, którzy się zachowują, jak zombie, - ich jest mniej – oskarżają Ukrainę, Poroszenkę, Obamę, Europę, Murzynów w czołgach. Pozostali, - tych jest więcej, - mówią: „Winien jest Putin. Cholera, obiecał zabrać nas do siebie, dlaczego więc nie wypłaca nam pensji i emerytur?” Chociaż nikt nie słyszał takich obietnic, wielu mieszkańców Donbasu doszło właśnie do takiego wniosku.

 

- Czy postrzeganie rzeczywistości w krzywym zwierciadle ma miejsce tylko tam?

- Niestety nie. Tu w Kijowie nasłuchałam się bajek o Donbasie – podobnych do tych, które kiedyś tam opowiadano u Ukrainie. To nie odpowiada rzeczywistości, faktom. Prawdą jest, że wstrzymanie wypłat rent i emerytur stało się ciosem, wymierzonym w osoby najbiedniejsze, starców i osoby niepełnosprawne. To zupełnie nie dotknęło prawdziwych separatystów. Bojówkarze nadal otrzymują pieniądze w Banku Oszczędnościowym Rosji, a górnicy kopalń, podporządkowanych Rinatowi Achmetowowi – w Pierwszym Ukraińskim Banku Międzynarodowym.

Tłumaczyła Duszyczka Irenka

 

Wróć do strony głównej
Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Powrót na stronę główną      Info o stronie, kontakty, prawa autorskie itd.      Legalność materiałów i oprogramowania na stronie Duszki.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone (o ile nie zaznaczono inaczej) co do materiałów umieszczonych na stronie, podstronach, skrótach - zarówno jeśli chodzi o teksty, rysunki, muzykę, filmy - są one wytworem i własnością zespołu redakcyjnego Duszki.pl. Pozostałe materiały umieszczamy za zgodą ich twórców.
Warunki korzystania z materiałów na stronie Duszki.pl
Prywatne serwery Zbigniewa Kuleszy zjk.pl. Aktualny dostawca Internetu - Vectra.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone. Zespół redakcyjny duszki.pl: redakcja@duszki.pl
W sprawie treści i działania strony oraz w sprawie funkcjonowania i udostępniania treści na serwerach duszki.pl - kontakt z administratorem: duszek@duszki.pl lub zjk7@wp.pl

Valid HTML 4.01 TransitionalValid XHTML 1.0 TransitionalPoprawny CSS!Poprawny CSS!

Copyright (c): Zbigniew Kulesza, Sieradz 2006-2017