Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Duszek Strona Duszyczek i Duszków - Internetowa wspólnota pomocy i wsparcia duchowego. Rozmowy, wartości, intencje
DUSZKI.PL
a tak dokładnie to Duszyczki i Duszki (*) - czyli "Duszkowo" :-)
Dzisiaj jest: 2017-11-24 19:34:54 Aktualizacja dnia: 2017-10-30 16:24:41
Duszka
MiloscMilosc Gdy oczekujesz pomocy lub sam(a) chcesz innym pomagać. Albo chciał(a)byś porozmawiać o czymś ważnym lub choćby tylko o wczorajszym podwieczorku :-) Dla wszystkich, w każdym wieku - od 0 do 201 lat ;-)
[an error occurred while processing this directive]
Strona główna Teksty i inne Intencje Dla Gości Dla Duszków Poczta Duszków Kontakt i Info
Modlitewnik Archiwum Dodaj intencję Galeria i eKartki O Duszkach Forum Księga Gości
Rocznica 12 lat oficjalnego działania Duszków w dniu 01.11.2017 i 11 lat strony Duszki.pl! (*):-) Serdecznie zapraszamy!
UWAGA! Ten serwis, strona i podstrony mogą używać cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to)!

Przedruk/tłumaczenie Duszyczki Irenki z portalu Eurointegration - 22 października 2015 :-)


Jak tracimy pro-ukraińską Polskę

 

Autorka: Alona Hetmanczuk, Instytut Polityki Światowej, Warszawa-Kijów, czwartek, 22 października 2015 r. 09:48

Źródło: http://www.eurointegration.com.ua/articles/2015/10/22/7039792/

W Polsce, tak jak na Ukrainie, w dniu 25 października odbędą się wybory. My będziemy mieli wybory samorządowe, oni – parlamentarne. Po nich Polska nareszcie będzie mogła zakończyć dość długą kampanię wyborczą, która wyraźnie nie służyła stosunkom polsko-ukraińskim.

Im dłużej rozmawiam z partnerami w Polsce, im bardziej wnikam w dyskurs dotyczący Ukrainy, tym bardziej się obawiam, że nasze kontakty z Ukrainą – nawet po tym, jak ucichną burze wyborcze – będą inne.

Być może, nie będą gorsze, ale na pewno będą inne.

Nie może nie zaskakiwać to, że mało kto na Ukrainie zauważa niepokojące tendencje, odczuwalne w Polsce w ostatnim roku.

 

O tym, czego chcą wyborcy

Wielu z nas do tej pory uważa, że wspieranie Kijowa jest czymś w rodzaju dożywotniego zobowiązania Warszawy. Mówi się, że Polska jest skazana na wspieranie Ukrainy niezależnie od tego, jaka będzie władza w obu stolicach.

Naprawdę przyzwyczailiśmy się do tego, że w Polsce zawsze panuje zgoda polityczna i społeczna, dotycząca wspierania Ukrainy. Nie myślimy o tym, że czasem owa zgoda jest oparta o antyrosyjskość, a nie o pro-ukraińskość.

Traktujemy jako oczywistość to, że Polacy jako pierwsi mają stawać w obronie wszelkich interesów Ukrainy w Unii Europejskiej.

Z radością, zacierając ręce, zamknęliśmy jeden z rozdziałów stosunków ukraińsko-polskich o nazwie „pojednanie historyczne”. Umieściliśmy ten rozdział w kategorii: „sukces na arenie międzynarodowej w dziedzinie historii”.

Za wcześnie zakończyliśmy pracę nad naszymi relacjami, natomiast z romantyzmem w sercu i duszy oddaliśmy się w niewolę „wiecznej miłości” między naszymi państwami.

Czas romantyków przeminął. Na szczęście albo niestety.

Spotkania autorki z warszawskimi politykami i dyplomatami dowodzą, że regres w naszych kontaktach jest oczywisty.

Premierzy Polski i Ukrainy spotykają się regularnie, ale tu też oczekujemy zmian – rząd Platformy Obywatelskiej odchodzi w przeszłość.

W Polsce jest odczuwalne (co prawda słabo) rozdrażnienie Ukrainą, ale to jeszcze pół biedy.

Zamiast skupienia się na tym, co mamy tu i teraz, w tzw. „porządku obrad”, widzimy chęć „rozgrzebywania” przeszłości, próby uzależnienia aktualnych kontaktów od dziedzictwa historycznego.

Niby na zewnątrz wszystko wygląda lepiej, niż dobrze.

Grafik naszego Ambasadora Ukrainy w RP Andrija Deszczycy nie jest w stanie pomieścić wszystkich spotkań i imprez, na których Polacy chcą go zobaczyć czy usłyszeć (nieważne, czy jest to dzień roboczy, czy wolny). W tym roku odbyły się trzy spotkania premierów. W Nowym Jorku Poroszenko spotkał się wreszcie z Andrzejem Dudą, do końca roku są możliwe jeszcze dwa ich spotkania.

Problemy są jednak zauważalne, gdy się zaczynają dyskusje. Warszawa reaguje na to, czego wymaga społeczeństwo polskie, a wymagania te nie dodają „plusów” w kontaktach z Kijowem. Filtr elektoratu [polskiego] już nie jest nam na rękę. Na tych wyborach parlamentarnych otwarte wspieranie Ukrainy przez partie będzie odbierane przez wyborców in minus, a nie in plus.

Stało się to oczywiste jeszcze w marcu, gdy trzecie miejsce w wyborach prezydenckich zdobył muzyk rockowy Paweł Kukiz. Otrzymał 21% głosów, mimo że jego retoryka była otwarcie anty-ukraińska. Owszem, nie zdobył takiego poparcia tylko dlatego, że był anty-ukraiński, ale też poglądy te nie stanęły na przeszkodzie na jego drodze do sukcesu.

Jest kilka powodów tych zmian.

 

Czerwono-czarne

Po pierwsze, w Polsce są bardzo zaniepokojeni tym, że po Rewolucji Godności kwestie UPA, Bandery i czerwono-czarnego sztandaru przestały być regionalne i marginalne. Moi polscy koledzy mówią, że „teraz rozmawiamy o tym nie z ukraińską Galicją, ale z Ukrainą”.

UPA jest wśród pięciu tematów, które najbardziej kojarzą się zwykłym Polakom z Ukrainą (badanie prowadzono na zlecenie Instytutu Polityki Światowej). Wyborców partii śp. Lecha Kaczyńskiego „Prawo i Sprawiedliwość” dotyczy to bardziej, niż wyborców „Platformy Obywatelskiej” Donalda Tuska.

Tak, wiem, na Ukrainie się uważało, że „Prawo i Sprawiedliwość” – to właśnie partia prawdziwie pro- ukraińska. Na Ukrainie bardzo się cieszono, gdy kandydat PiS Andrzej Duda został prezydentem.

Tak naprawdę obecny PiS różni się od tego z czasów śp. Lecha Kaczyńskiego.

Politycy tej partii, rozumiejący znaczenie strategiczne Ukrainy, teraz są przeważnie na drugim planie. Niektórzy z nich nawet nie mają szans na dostanie się do Sejmu.

Na pierwszym planie teraz są ci, którym są bliskie nastroje tzw. „środowisk kresowych”. To ludzie, którym za mało jest działania wg formuły „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Nie jestem pewna, że byliby zadowoleni nawet wówczas, gdyby Prezydent Ukrainy ukląkł, jak zrobił to w swoim czasie Willi Brandt.

Jeden z przedstawicieli PiS, który, jak się przewiduje, będzie jednym z najważniejszych ministrów w nowym rządzie, na zamkniętej dla mediów części Forum „Ukraina-Polska” uprzedził wręcz: „Ukraińcy mają zrozumieć, że rewitalizacja banderyzmu szkodzi image’owi Ukrainy nie mniej, niż korupcja”.

Dziś PiS nie chce stracić żadnego głosu. Także z powodu Ukrainy. Właśnie dlatego, jak ognia, unika tego tematu. Również dlatego Andrzej Duda nie chciał się spieszyć i spotykać się z Poroszenką, a tym bardziej – przyjmować Prezydenta Ukrainy w Polsce.

Problem jednak nie leży w kampanii wyborczej. W Warszawie mówią, że aktualne podejście Dudy i całego PiS do Ukrainy – to nie taktyka, a strategia. „Czas bezwarunkowej pomocy Ukrainie mija”, jednym głosem stwierdzają moi poważni polscy rozmówcy. Słychać w tym zarówno informację, jak i ostrzeżenie.

W tym, że się dzieje tak, a nie inaczej, znaczna część winy leży po stronie ukraińskiej.

Spoliczkowany Komorowski

Moim zdaniem, na Ukrainie do tej pory nie potrafią sobie uzmysłowić, co się stało podczas ostatniej wizyty Prezydenta Bronisława Komorowskiego na Ukrainę. Chodzi o uchwalenie ustawy, uznającej UPA za bojowników o wolność – stało się to od razu po wystąpieniu Komorowskiego w Radzie Najwyższej Ukrainy.

Moi informatorzy twierdzą, że jako miejsce swej ostatniej podróży zagranicznej przed wyborami prezydenckimi Komorowski mógł wybrać albo Ukrainę, albo Wielką Brytanię (tam, jak wiadomo, jest bardzo liczna Polonia).

Komorowski wybrał Ukrainę. Tu został nie tylko spoliczkowany, ale poniżony.

Niektórzy poważni polscy eksperci twierdzą, że tamta wizyta na Ukrainę kosztowała go sporo – stracił przez to w wyborach ok. 1,5% głosów. Nie można twierdzić, że Komorowski nie został wybrany wyłącznie z powodu „kwestii ukraińskiej”, ale trochę w tym „pomogliśmy”.

Warto zapytać: czy głosowanie właśnie nad tą ustawą akurat w dniu jego wizyty – to przypadek czy prowokacja? Jeżeli prowokacja, to czyja? Na to pytanie należy odpowiedzieć, jeżeli chcemy, żeby polscy prezydenci nie bali się przyjeżdżać do Kijowa i nie myśleli, że może ich tu spotkać podobne poniżenie.

To, co się stało z Komorowskim, pokazuje, że z Ukrainą należy być ostrożnym, ponieważ za szczere i serdeczne wsparcie można otrzymać nóż w plecy. Za czasów Juszczenki odczuł to śp. Lech Kaczyński – chodzi o nadanie Stepanowi Banderze tytułu „Bohatera Ukrainy”. Odczuł to także Bronisław Komorowski. W Warszawie mówi się, że był to jeden z powodów, dla których Duda „nie mógł” się spotkać z Poroszenką od razu po tym, jak go wybrano na prezydenta RP.

Czynnik rosyjski

Dziś istnieje ryzyko, że wyraźne różnice między Warszawą a Kijowem w postrzeganiu przeszłości ukraińskiej mogą wprowadzić istotne korekty do wspierania przez Warszawę tej przyszłości Ukrainy, której ta pragnie.

Pogląd, że kraj „wysławiający terrorystyczne metody walki” ma wątpliwe prawo do bycia w UE lub NATO, może jeszcze nie jest artykułowany przez mainstream, ale słychać o tym coraz głośniej.

Trzeba dokonać wiele, żeby polskie pretensje do Ukrainy na gruncie historycznym nie wyglądały tak, jakoby Polska żąda od Ukrainy wyrzeknięcia się bohaterów narodowych. Trzeba pracować nad tym, żeby Polacy – niezależnie od tego, gdzie mieszkają i jakie mają poglądy – zrozumieli, że wybuch sympatii do UPA i Bandery na Ukrainie nie mieści w sobie żadnych treści antypolskich. Na początek jednak Ukraińcy powinni przeanalizować błędy z bardzo nieodległej przeszłości.

Po drugie, Polacy od ubiegłego roku doświadczają na sobie tego, że im bardziej wspierają Ukrainę, tym większą „czkawką” odbija się to Polsce. Rok temu premier Ewa Kopacz w swoim expose mówiła o tym, że Polska (również w odniesieniu do Ukrainy) ma się zachowywać „jak polska rozsądna kobieta. Najważniejszy jest mój dom, moje dzieci i nasze bezpieczeństwo”. W polskich debatach, dotyczących Ukrainy, nowym czynnikiem są sprawy gospodarcze i straty, które Polska ponosi z powodu konfliktu na Ukrainie.

Wygląda to dość ciekawie: w pragmatycznych Niemczech polityka wobec Ukrainy wygrała ze sprawami gospodarczymi, natomiast w Polsce cele gospodarcze są ważniejsze, niż polityczne. Poza tym, migranci z Ukrainy zaczynają być odbierani jako zagrożenie. Wg badań Organizacji międzynarodowej ds. migracji, dla 55% Polaków zagrożeniem są Arabowie, a dla 35% - Ukraińcy. Paradoksalnie, właśnie Polacy (obok Białorusinów i Gruzinów) są przez Ukraińców lubiani najbardziej (wynika to z badania, przeprowadzonego niedawno przez grupę "Рейтинг" (pol. Ranking)).

Polska w roli lidera czy uczestnika?

W Polsce od dawna są czynione próby pogodzenia ze sobą dwu słynnych doktryn. Pierwsza – to jagiellońska, oparta o politykę, związaną z Europą Środkową i Wschodnią. Druga – to doktryna piastowska, oparta o związek Polski przede wszystkim z Europą Zachodnią, głównie z Niemcami.

Rządowi „Platformy Obywatelskiej” przypisywano działania wg doktryny piastowskiej. Natomiast Andrzej Duda jest uważany za osobę, której jest bliska doktryna jagiellońska. Jedni mówią o tym, że Polska powinna być liderem, nr 1 w „koalicji słabszych”, inni twierdzą, że lepiej być uczestnikiem, ale w „koalicji silniejszych”.

Przez wszystkie lata swego premierowania Donald Tusk starał się udowodnić, że Polska jest znacznie potężniejsza, gdy jest graczem w „koalicji silniejszych”, niż gdy próbuje „sklecić” własne koalicje w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla Ukrainy takie podejście też niejednokrotnie było in plus. Donald Tusk miał dobre kontakty osobiste z Angelą Merkel, zaś jego rola w kwestii sankcji wobec Rosji na pewnym etapie była ważna, chociaż nie bardzo zauważalna w Kijowie.

PiS odwrotnie, gra na urażonych uczuciach tych Polaków, którym się nie podoba, że Polska mówi jednym głosem z Brukselą i Berlinem. PiS widzi Polskę w roli potężnego lidera regionu. Stąd mówienie Dudy o „Międzymorzu” i ambicje Polski, dotyczące udziału w „Formacie Normandzkim”.

Ta sprawa jest ważna dla Warszawy, ale wygląda na to, że chodzi o „wybryk” jednorazowego użytku. Nawet dyplomaci ukraińscy mówią, że jest to „naprawdę skomplikowane”, gdy chodzi o dialog Ukrainy z Polską. Faktycznie, jest to pierwszy wypadek, gdy Polska została odsunięta od rozwiązania sytuacji kryzysowej na Ukrainie, przynajmniej w sposób formalny. Nie zawsze jednak pretensje Warszawy w tym zakresie wydają się uzasadnione. Nie usłyszałam żadnych argumentów dotyczących tego, dlaczego i jakie korzyści uzyska Polska, uczestnicząc w rozmowach w sprawie konfliktu na Donbasie.

* * * * *

Przejdę do jeszcze innego czynnika, odstraszającego wielu polityków polskich. Chodzi o wielorakość i wielowarstwowość problemów, z którymi boryka się Ukraina.

Wybuch zainteresowania Ukrainą podczas „Rewolucji Godności”, a także stała obecność Ukrainy w polskiej przestrzeni informacyjnej, otworzyły Polakom oczy nie tylko na godną podziwu walkę z rosyjskim agresorem. Polacy widzą teraz również skalę wad Ukrainy, zwłaszcza to, jak szeroko i głęboko zakorzeniła się u nas korupcja. Polacy są rozczarowani tym, że mijają lata, wybuchają rewolucje, natomiast na Ukrainie nie widać żadnych sensownych zmian. To, że Ukraina – to nie Polska, rozumieją już nie tylko eksperci.

Tłumaczyła Irena Kulesza-Duszyczka Irenka

Od tłumacza: Tekst ten ukazał się jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w Polsce, teraz wiemy już, że wygrał PiS i to ta partia oraz Zjednoczona Prawica będą tworzyły większość w polskim parlamencie i rząd. Rozumiem niepokój Autorki o przyszłość relacji polsko-ukraińskich, ale wiem też, jak wiele zależy od strony ukraińskiej. Zwróciłam uwagę na niektóre komentarze pod tekstem w rodzaju: „w Polsce czczą Armię Krajową, niech dadzą nam czcić UPA” czy „Armia Krajowa była polską filią NKWD”. Czytelnicy powyższego tekstu zupełnie nie wiedzą tego, że AK nie była zaangażowana ani w czystki etniczne (owszem, konflikty z Ukraińcami były, ale akcje AK na Kresach były przeważnie odwetowe), ani w Zagładę Żydów. Ewidentne jest też mylenie AL i AK. Z drugiej strony, pojawiają się niepokojące komentarze w języku polskim w rodzaju: „Oddajcie nam Lwów”, na co od razu pada riposta: „To oddajcie Niemcom Gdańsk i Wrocław”. Nie ma co ukrywać – aneksja Krymu odegrała tu swoją rolę. Ukraińcom potrzebna jest dogłębna wiedza na temat działalności AK, natomiast oni sami powinni lepiej badać swoją historię i zobaczyć także karty, powiedzmy, nie całkiem pochlebne. Teraz, gdy trwa – mówiąc otwarcie – wojna z Rosją, – Ukraina szuka czegoś, na czym można się oprzeć, co stanowi powód do dumy. Przykro, że są to akurat Bandera i UPA, a nie Petlura, który nie zdążył zrealizować wszystkiego, co zakładał sojusz z Piłsudskim. Ufam, że nowe władze w Polsce – Prezydent Andrzej Duda i prawica – przyczynią się nie do zaognienia, ale do gruntownej naprawy stosunków polsko-ukraińskich, zaś we Lwowie wreszcie zostanie sfinalizowana sprawa Domu Polskiego. Będzie to coś, co łączy Polaków i Ukraińców. Oby tych pozytywnych spraw było jak najwięcej.



Wróć do strony głównej

Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Powrót na stronę główną      Info o stronie, kontakty, prawa autorskie itd.      Legalność materiałów i oprogramowania na stronie Duszki.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone (o ile nie zaznaczono inaczej) co do materiałów umieszczonych na stronie, podstronach, skrótach - zarówno jeśli chodzi o teksty, rysunki, muzykę, filmy - są one wytworem i własnością zespołu redakcyjnego Duszki.pl. Pozostałe materiały umieszczamy za zgodą ich twórców.
Warunki korzystania z materiałów na stronie Duszki.pl
Prywatne serwery Zbigniewa Kuleszy zjk.pl. Aktualny dostawca Internetu - Vectra.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone. Zespół redakcyjny duszki.pl: redakcja@duszki.pl
W sprawie treści i działania strony oraz w sprawie funkcjonowania i udostępniania treści na serwerach duszki.pl - kontakt z administratorem: duszek@duszki.pl lub zjk7@wp.pl

Valid HTML 4.01 TransitionalValid XHTML 1.0 TransitionalPoprawny CSS!Poprawny CSS!

Copyright (c): Zbigniew Kulesza, Sieradz 2006-2017