Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Duszek Strona Duszyczek i Duszków - Internetowa wspólnota pomocy i wsparcia duchowego. Rozmowy, wartości, intencje
DUSZKI.PL
a tak dokładnie to Duszyczki i Duszki (*) - czyli "Duszkowo" :-)
Dzisiaj jest: 2017-09-24 01:40:23 Aktualizacja dnia: 2017-09-17 10:37:50
Duszka
MiloscMilosc Gdy oczekujesz pomocy lub sam(a) chcesz innym pomagać. Albo chciał(a)byś porozmawiać o czymś ważnym lub choćby tylko o wczorajszym podwieczorku :-) Dla wszystkich, w każdym wieku - od 0 do 201 lat ;-)
Strona główna Teksty i inne Intencje Dla Gości Dla Duszków Poczta Duszków Kontakt i Info
Modlitewnik Archiwum Dodaj intencję Galeria i eKartki O Duszkach Forum Księga Gości
Rocznica 12 lat oficjalnego działania Duszków w dniu 01.11.2017 i 11 lat strony Duszki.pl! (*):-) Serdecznie zapraszamy!
UWAGA! Ten serwis, strona i podstrony mogą używać cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to)!

Rozważania Duszyczki Perełki

Materiały nadesłane przez Duszyczkę Perełkę


NA KŁOPOTY – TAJEMNICE SZCZĘŚCIA

            Pewien Anioł Stróż pokołysał się chwilkę na małej chmurce pełen smutku, rozpaczy. Podszedł do niego Pan Jezus, usiadł tuż obok i zagadnął go:

            - Jesteś smutny, prawda?

            - Tak, kiepski ze mnie Anioł Stróż!!!! Czy ty widziałeś, co wyprawia mój podopieczny? – Uśmiechnął się lekko do Pana Boga, a w oczach szkliły mu się łzy bezradności. - Już nikt z nim nie rozmawia. Zdecydowanie łatwiej i szybciej wymienić tych, którzy jeszcze przy nim trwają, niż długą jak rolka papieru toaletowego listę osób, które zostały przez niego skrzywdzone. – Tylko po, co ja Ci to mówię, – postukał się w czoło smutny Anioł – przecież Ty wiesz wszystko! Ach, trudną mam pracę, a Ty pewnie nie jesteś ze mnie dumny.

            - Nie wyrzucaj sobie, mój kochany, to nie jest twoja wina! Trafił ci się trudny przypadek, ale nie takich jak on, mamy swoje sposoby. – Rzekł Pan Jezus. – Nie myśl, bardzo Cię proszę, że nie jestem z Ciebie dumny, bo jestem bardzo dumny z mojego małego Aniołka. Jesteś bardzo cierpliwy i pokorny w swoim smutku, i ja to w tobie bardzo cenię, dlatego ci pomogę! Musisz mi tylko zaufać. Wszystko będzie dobrze. – Pan Jezus uśmiechnął się, dotknął pieszczotliwie noska Aniołka, następnie dodał. – Pamiętaj, że Ja, jako Syn Boży, mam swój własny słownik, którym operuje, w nim nie istnieje słowo „głupi”. Dla mnie zawsze byłeś, jesteś, pozostaniesz cudowny!

            Anioł Stróż uśmiechnął się do Pana Jezusa, wstał z chmurki, następnie pofrunął do rajskiego ogrodu, by zjeść parę owoców, a miał ochotę na: jabłka, gruszki oraz soczyste i słodziutkie śliwki. Zaufał Chrystusowi, wiedział, że on go nie zawiedzie. Przestał się tak zamiar wiać o swego podopiecznego.

            Gdy Anioł Stróż pojadł sobie solidnie, znów przyszedł do niego Pan Jezus i nakazał mu, by ujawnił się w śnie chłopcu, który tak go przygnębiał, i by mu pokazał konsekwencje jego grzechów – ogromne już konsekwencje, pomimo młodego wieku!

               Chłopcem, o którego tak bardzo martwił się Anioł Stróż był Janek - słynny na całą okolicę z powodu złego charakteru oraz niewłaściwego zachowania względem bliźniego. Mama, tata, dziadek, babcia, sąsiadki i przyjaciele próbowali sprowadzić go na dobrą drogę, ale wszystkie ich działania okazywały się nieskuteczne. Janek psocił i krzywdził innych, najczęściej słabych oraz bezbronnych, każdego niemalże dnia ktoś płakał z jego powodu. Janek czuł się dobrze ze złymi uczynkami, jednak tylko do pewnego momentu. Gdy w każdej dziedzinie życia począł ponosić porażki, zadawanie bólu przestało go tak cieszyć. Zniecierpliwieni pomocnicy opuścili bezczelnego chłopca, jedynie rodzice przy nim trwali.  Janek smutniał coraz bardziej, a jednocześnie miał pretensję do całego świata. Wszystkie wypadki, jakie spotkały Janka, były skrupulatnie ułożonym przez Pana Jezusa planem, którego skutkiem miało być jego nawrócenie.

               Pewnego dnia chłopiec zapadł w sen. Zobaczył w nim trzy wielkie kadzie, po brzegi wypełnione rożnymi substancjami: pierwsza zawierała przezroczystą ciecz, druga gęstą, brunatną masę, wydzielającą nieprzyjemny odór, duszący i rozchodzący się po całym pomieszczeniu, a trzecia kleistą papkę, która parzyła oraz zostawiała brzydkie plamy na ciele. Janek stał i przyglądał się im z wielkim obrzydzeniem. Atmosferę tego miejsca pogarszał dodatkowo fakt, że nie było tam ani grama światła, tylko przytłaczająca ciemność oraz głucha cisza, którą raz po raz przerywało bulgotanie jednej z kadzi. Nagle spoza jednego z ogromnych naczyń, wyłonił się Anioł Stróż Janka - smutny, zapłakany, w sukience, która kiedyś była śnieżnobiała, ale przez jego podopiecznego poszarzała ze zgryzoty.

               - Nie podoba ci się tutaj, nieprawdaż? – zagadnął Anioł żałosnym głosem. Sprawiał wrażenie, że za moment się rozpłacze!

               - Oczywiście, że nie! A kim ty jesteś, i czego ode mnie chcesz?! Ja cię nie pytałem o zdanie, więc po co się odzywasz?

               - Jestem twoim Aniołem Stróżem, a moja cierpliwość do Ciebie lada moment skończy się! Przyprowadziłem cię tutaj, by ci pokazać, jak wiele zła uczyniłeś. 

               - Ale, jak to? Tak dużo zła jest wokół mnie? Tak wiele osób cierpi z mojego powodu? Cóż ja im takiego zrobiłem? – Janek nie zdawał sobie sprawy, że każdy jego gest, czyn czy słowa mają swoje konsekwencje. Wychowany na lekkoducha i egoistę, nie przejmował się bólem swych bliźnich.

               - Jak to, co? - Rzucił zaskoczony Anioł Stróż.- Byłeś nieprzyjemny, próżny, poniżałeś osoby, które nie mają nic, uważałeś, że wszystko, co masz i posiadasz, to twoja zasługa. To nieprawda! To twoja mama i tato modlili się za ciebie, byś był szczęśliwy. Niestety, ty, to zmarnowałeś!

               Janek był zdziwiony słowami Anioła. Nie miał pojęcia, jak wiele zła powstało za jego przyczyną. Zdał sobie sprawę, że jeśli czegoś nie zmieni, trafi do piekła, i nigdy nie spotka drogich mu osób – mamy oraz taty. Ponadto, kiedy zobaczył konsekwencję własnych grzechów, jego serce zastygło w bólu i wstydzie.

               Nie wiedział, co ma zrobić z wiedzą, którą właśnie otrzymał! Nagle przypomniał sobie, o czym bardzo dawno temu opowiadała mu jego mama przed snem: o dobrym, kochającym oraz czułym Panu Bogu, o jego miłosierdziu i wielkim sercu; tato z kolei mówił, że Stwórca jest, co prawda sprawiedliwy i na pewno każe łobuzów sprawiających swym bliźnim ból, ale każdego skruszonego grzesznika przyjmie pod swoje opiekuńcze skrzydła. Postanowił zapytać o radę swego Anioła Stróża. Miał nadzieję, że jego niebiański opiekun pomoże mu, zmienić się.

               - To, co mam teraz zrobić? Przecież to się już stało. Gdybym wylał na siebie tą kadź, pewnie bym się w niej utopił – rzekł miło, miękko, a w jego głosie słychać było jednocześnie: rozpacz, niepewność, wstyd oraz lęk.

               Tymczasem jego Anioł Stróż milczał, wzrokiem pełnym litości wpatrywał się w swego podopiecznego. Zastanawiał się, jak mu pomóc! Wtedy przypomniał sobie słowa Pana Jezusa: „Na takich łobuzów, jak Janek, mamy w niebie swoje sposoby”. I gdy o tym myślał, w tej samej niemalże sekundzie, Chrystus pociągnął go za jego szatę i cichutko, także tylko on mógł to usłyszeć rzekł do niego: „Sięgnij ręką do kieszeni, mój kochany smyku! Znajdziesz w niej ziarno – malutkie, kruche, koloru złocistego. Polecisz Jankowi, by nieopodal swego domu wykopał dół, wsadził do niego ziarno, i codziennie, przez cały rok, ma obowiązek przychodzić oraz podlewać je. Jeśli wypełni zadanie, ja pomogę mu się zmienić, naprawię błędy, które popełnił i przyjmę z chęcią na powrót do siebie! Pamiętaj jednak, by powiedzieć mu, że w misji, którą mu zleciłem najważniejsza jest systematyczność – naprawdę nie może opuścić ani jednego dnia w ciągu roku, nieważne, jak wiele będzie musiał poświęcić! Szepnij mu również, że nie będzie mu łatwo, czeka go wiele niebezpieczeństw, ale ja mu pomogę!”.

               Anioł Stróż Janka opowiedział mu o widzeniu, jakie miał przed sekundą, tak jak mu powiedział Pan Jezus, w kieszeni jego sukienki połyskiwało mikroskopijnych rozmiarów ziarenko. Położył je na swoją dłoń, wyciągnął doń rękę, i rzekł:

               - Proszę, weź to ziarno i powiedz: „Panie Jezu, chcę odmawiać Tajemnice Szczęścia. Chcę, by moje drzewko wyrosło. Zobowiązuje się poświęcić codziennie 20 minut na modlitwy i dojście do drzewka, bez względu na przeszkody, które przyjdzie mi pokonać”. – Jeśli uda ci się wytrwać, nie tylko pomożesz sobie, ale również zmarłym członkom swojej rodziny, których kadzie są nieraz większe od twoich.

               - Jestem gotowy na próbę, mój Aniele Stróżu – odparł wesoło i pewnie Janek, po czym włożył na ręce delikatne jak jedwab, maleńkie ziarenko; gdy się obudził rano, wyszedł na zewnątrz i wrzucił je do ziemi nieopodal domu. To była wielka nadzieja dla Janka – gdyby mu się nie udało, kadzie aż po brzegi wypełnione konsekwencjami jego złych uczynków, zatopiłyby go z całą pewnością.

               Pierwszego dnia po wykonaniu zadania, czuł się jak nowo narodzony. Biegał wesoło po domu, całował swoją mamę zawsze wtedy, gdy ją zobaczył, z tatą porozmawiał o jego młodości, zagrał z nim w karty oraz uśmiechał się szeroko: do siebie, do rodziców, do swojego pieska, do fotografii na stoliku, a nade wszystko – do swojego Anioła Stróża, któremu zawdzięczał ten szampański nastrój oraz szansę na nowe, lepsze, słoneczne życie przy boku Chrystusa! Jego dusza była lekka jak piórko, a głowę miał pełną wspaniałych, uroczych pomysłów na przyszłość. Niestety, były to, tak zwane miłe „złego” początki.

               Już po tygodniu przypomniał sobie słowa Anioła Stróża, który powiedział, że będzie miał ogromne trudności w wytrwaniu w postanowieniu. Janek, pomimo wszystko, uparł się, ponieważ bardzo bolał go widok wstrętnych kadzi, nie chciał już dalej żyć tak, jak dotychczas, potrzebował konstruktywnej zmiany, nawet, jeśli ta zmiana miała być okupiona łzami, bólem, niesprawiedliwością oraz wielkim wysiłkiem.

               Anioł Stróż Janka jak na mapie pogody miał napisane, jak się czuje jego podopieczny. Po tym, jak podlał drzewko zawsze – choćby na małą chwilkę – zaświeciło słoneczko.

               Każdy grzech miał swoje konsekwencje, i Janek musiał się z tym liczyć, gdy wybierał się, by podlać swoje drzewko. Jak mu zdradził Anioł Stróż – najgorsze były łzy – jej najtrudniej było zlikwidować. Stąd ten trud, który się pojawił – to był ciężar grzechów, jakie popełnił.

               Przeszkód do pokonania było, co niemiara! Właściwie każdego dnia musiał zmierzyć się z nowym - jakże trudnym - oraz bolesnym zadaniem. Początkowo miał dużo siły i nadziei, że uporządkuje wszystkie problemy i nie zawiedzie Pana Jezusa. Nie spodziewał się jednak, że kłopoty będą trwały tak długo oraz, że z każdym dniem, będą coraz bardziej przykre dla niego.

               Najgorszą przeszkodą do pokonania był wilk: czarny, brzydki, warczący, o nieprzyjemnym zapachu z pyska, który próbował go przegonić spod jego, dopiero, co kiełkującego się drzewka. Wtedy z pomocą przychodził jego Anioł Stróż, pod różnymi postaciami: jako ćwierkający ptak, który zagłuszał ryk strasznego zwierzęcia; jako słoneczko, które go oślepiało, by zgubił drogę do drzewka Janka; jako potężny niedźwiedź, którego wilk się bał albo jako chmara owadów, które przeganiały go z miejsca, nie robiąc mu przy tym krzywdy.

            Na Tomka czyhały również inne próby: stłukł kolano i z krwawiącą nogą przyszedł na miejsce, w który posadził swoje drzewko, złamał rękę, zachorował na zapalenie płuc, nawiedzały go różne choroby ciała – a on twardo podążał do celu, pomimo wszystko. Nie chciał zawieść ani Pana Boga, ani Anioła Stróża. Pierwszego kochał ponad życie, drugi był dla niego pociechą w chwilach najcięższych prób. Nie raz miał naprawdę dość. Wychodził z domu, idąc płakał i jednocześnie zastanawiał się, czy jego wysiłek zostanie nagrodzony, czy jego męki zakończą się pomyślnie. Często diabeł mówił mu, że jego starania są bezsensowne, bo i tak zło, którego dokonał jest monstrualnych rozmiarów. Starał się nie brać sobie do serca tych słów, ale niewątpliwe były one bardzo, ale to bardzo bolesne oraz niszczące wewnętrznie. Jego Anioł Stróż zawsze pozostawał w gotowości, nigdy go nie zawiódł, pilnował, by w odpowiednim momencie zainterweniować.    Zły próbował Janka ukołysać, nic z tego, Anioł stróż dotknął jego oczu, Pan Jezus szepnął mu do serca, a dzielny chłopak wyszedł z domu i podskakując na jednej nodze ze swoją konewką, udał się do swoje drzewko.

            Kiedy myślał, że nic go już nie zaskoczy, natychmiast pojawiała się nowa przeszkoda, trudniejsza, bardziej bolesna oraz – zdawać by się mogło – niemożliwa do pokonania. Na przykład, w listopadzie przez tydzień padał taki deszcz, że Janek miał już dość, idąc do drzewka jego ciało drżało z zimna, policzki szczypały od łez, serce biło jak szalone a smutek nie chciał opuścić jego duszy, jedynie myśl o nagrodzie, jaka go czeka za podjęty wysiłek, trzymała go mocno na nogach: nie poddał się również dlatego, że dosłownie podczas każdej burzy, biegł z niewidzialnym parasolem jego Anioł Stróż, rozkładał go nad głową chłopca, i czekał. Co wyszedł z domu wracał przemoczony do suchej nitki. Gęste, kłębiaste, ciemne chmury zebrały się nad jego głową, nad domem oraz słabym, lichym drzewem. Gdy wracał do domu, parzył sobie gorącej herbaty, ogrzewał przy kominku, i w cieple oraz spokoju zbierał siły na kolejny dzień. Szatan nie chciał dać za wygraną, jednak im bardziej diabeł był złośliwy oraz pomysłowy, tym cierpliwszy był Anioł Stróż chłopca, gotowy do pomocy, kibicujący i wierzący w niego pomimo wszystko. Pan Jezus natomiast miał baczne oko na Janka i jego pomocnika, interweniował zawsze wtedy, kiedy sytuacja była naprawdę trudna.

            Pewnego dnia bardzo zmęczony Janek poskarżył się Panu Jezusowi na swój los. Chociaż pomoc Anioła Stróża była naprawdę profesjonalna, zawsze na czas i niezmiennie serdeczna, chłopiec miał chwile słabości. Janek był załamany i tak doświadczony, że nie widział owoców swej pracy, tylko smutek. Dlatego Pan Jezus, zatroskany o los swego kochanego dziecka, posłał mu dzięcioła na pomoc, by wyjadał wszystkie paskudne robaki, które chciały zjeść i zniszczyć od środka to wspaniałe dzieło Janka – w pocie czoła wypracowane.

            - Panie Jezu! Ja tak wiele tracę. Nie mam już sił! Nikt mi nie wierzy! Nie wiem, jak mam przekonać swoich znajomych oraz nieznajomych, że ty naprawdę wszystkim wybaczysz, że wiele osób, które jest w czyśćcu, trafi do nieba? – Janek bezradnie rozłożył ręce, popatrzył w górę wzrokiem pełnym bólu tak, jakby chciał zobaczyć w granatowo-biało-szarych kłębach chmur odpowiedź na swoje pytanie, najlepiej gdyby to była odpowiedź samego Chrystusa. Niestety niebo, na które tak liczył chłopiec, nie powiedziało zmęczonemu chłopcu, co ma dalej robić, tylko Pan Jezus delikatnie jak to tylko było możliwe, przytulił jego plecy, następnie zerwał się lekki wiatr, który zmusił Janka, by ten wstał z kolan i dalej już szli razem, popychani siłą Ojca Niebieskiego, który – tak, jak obiecał Anioł Stróż – nigdy nie zostawi swego dziecka w potrzebie. Za każdym razem, kiedy pojawiało się to nieprzyjemne uczucie rezygnacji, Pan Jezus głaskał go po policzku tak, jak ojciec głaszcze swoje malutkie dziecko.        

            W tym samym czasie jego Anioł Stróż w pocie czoła walczył z demonami, a Pan Jezus łyżeczka, po łyżeczce opróżniał kadzie Janka, aż po brzegi wypełnione bólem, okrutnymi słowami. Po opuszczeniu kadzi zło znikało, a na jego miejsce wchodziło dobro. Wspaniałe, niczym nie wymuszone uczynki Janka, tak mocno przyklejały się do ścian naczynia, że żadna siła nie była w stanie ich stamtąd wydobyć. Z dnia na dzień było również coraz mniej smrodu. Początkowo zastąpił go zapach neutralny, później owocowy, gdy drzewko dzielnego ogrodnika obrodziło w jabłka: złote, czerwone, zielone. Każde z nich służyło do wytwarzania innego dobra: czerwone rozdawano poszukującym miłości, zielone wędrowały do osób chorych, ciężko doświadczonych przez los, smutnych, bądź samotnych – wszystko po to, by przywrócić im nadzieję, a ze złotych jabłek mama Janka piekła ciasta dla głodnych dzieci.

            Kiedy dzielnego ogrodnika nie męczyły złośliwe pomysły szatana, Janek opowiadał każdej napotkanej osobie o tym, jakie zadanie postawił przed nim Pan Jezus oraz jego wymęczony Anioł Stróż. Wielu podążyło jego śladem. Brali od niego po jednym maleńkim ziarenku, zasadzali je obok drzewka już sympatycznego chłopca.

            Najtrudniej było mu rozmawiać z tymi, którzy byli jeszcze większymi łobuzami niż on sam był kiedyś. Ale ich również chciał do siebie przekonać.

            - Ja narobiłem zbyt wiele zła. Jestem przekonany, że dla Pana Boga jestem już przegrany! Nic się dla mnie nie da zrobić! W każdym razie dziękuję Ci za troskę i chwilkę rozmowy. – Powiedział pewnego dnia rosły mężczyzna, z blizną pod wargą, rudymi wąsami oraz brzydkim tatuażem na skroniach, kiedy wdał się w rozmowę z naszym dzielnym ogrodnikiem.

            Janek uśmiechnął się szeroko, przyklasnął delikatnie w dłonie i powiedział:

            - Jeśli rzeczywiście narobiłeś tak wiele zła, jak mówisz, to będziesz się tylko musiał bardziej napracować, ale efekt będzie taki sam, jak mój – twoje drzewko urośnie! Pan Jezus powiedział mi, że to jest jego sposób na najbardziej trudne przypadki. Spójrz na mnie – chłopak ceremonialnie okręcił się na około – mam już nogę w gipsie, rękę połamaną w pięciu miejscach, przez 4 tygodnie nie wychodziłem z domu, dostałem zapalenia płuc, a to dopiero pół roku, od kiedy zacząłem. Aż strach pomyśleć, co będzie potem.

            - Ale nie poddajesz się?

            - Ani myślę- opowiedział z werwą dopiero, co smutny nieznajomy. - Czyli ja również czekam na pierwszy listek – dodał.

            - Tylko pamiętaj – to może trochę potrwać. Nie zniechęcaj się. – Janek pomachał mężczyźnie na do widzenia, gdy ten odchodził odprowadził go wzrokiem pełnym nadziei. – Nie wiem, czy mu się uda. Poproszę w dzisiejszej modlitwie Pana Jezusa, by wejrzał na niego podczas pierwszych, najtrudniejszych tygodni.

            To samo powiedział pewnej prostytutce, kobiecie, która dokonała aborcji, mamie, która porzuciła swoje niepełnosprawne dziecko, ojcu rodziny, który zostawił żonę i dzieci dla innej kobiety, alkoholikowi, który nie rozstawał się z butelką od 30 lat, przyjaciółce, która porzuciłam swoją przyjaciółkę w momencie, kiedy ta najbardziej jej potrzebowała.  

               Czas mijał nieubłaganie szybko, Jankowi udało się pozyskać tak wielu zwolenników, że wkrótce z przy jego domu wyrósł prawdziwy las z mnóstwem drzew. Do lasu przylatywały ptaszki, by schronić się w cieple drzew, których nawozem były: sam Pan Jezus oraz szczera skrucha Janka; był on ponadto ciepły, zielony, i taki śliczny! Wiele zwierzyny się w nim kryło. Gdzieś u jego początku skubał trawkę maleńki Jelonek i jego mama, słowiki śpiewały radosne piosenki, mrówki pracowały w pocie czoła – jak to mrówki, biedronki fruwały pomiędzy drzewami, trzepocąc skrzydełkami sprawiały, że powietrze drgało przyjemnie, delikatnie kołysząc do snu najmniejszych mieszkańców tego specyficznego lasu. Janek odwiedzał codziennie swych przyjaciół i coraz bardziej rozłożyste drzewo. Już nigdy nie pozwolił sobie na takie zachowanie, jak przed laty. W drzewie dzielnego bohatera chowały się gołębie, delikatne, kruche, o gładkich brzuszkach oraz złocistych dzióbkach, sójki, sowa a każde dzięcioł, który pilnował, by drzewko Janka nie zostało zjedzone przez robaki. Las, którego, w pewnym sensie, twórcą był Tomek, był mieszany – tak jak każdy jest inny, tak żadne drzewko nie było podobne do siebie. Nawet, jeśli było z tego samego ganku, różniły się, choćby drobnym elementem. Każdy był malutkim elementem układanki.

               Nim Janek się obejrzał, minął rok od pamiętnego dnia, w którym we śnie odwiedził go Anioł Stróż z propozycją nie do odrzucenia. Po raz kolejny w nocy ukazał mu się jego niebiański pomocnik, żeby pokazać mu efekty jego pracy. Gdy przyleciał Janek do miejsca, do którego zaprosił go Anioł Stróż, oniemiał z wrażenia. Znajdował się w tej samej sali, co rok wcześniej, tym razem jednak wyglądało to zupełnie inaczej; miał mnóstwo światła, był cieplutki jak lipcowy pranek, jego powietrze było tak rześkie, jak wiosenna rosa na młodej trawie, pachniało jabłkami, stokrotkami oraz różami. W garnkach bulgotały jego nowe, lepsze uczynki. Na suficie wisiały girlandy kwiatów, o słodkiej, intensywnej, niezwykle przyjemnej woni. Anioł Stróż był uśmiechnięty, spokojny, podłoga błyszczała czystością, w rogu stała kuchenka, na niej 4 garnki połyskujące nowością. Nie było śladu po źle, które popełnił Podszedł do niego Anioł Stróż, który wciąż milczał, tylko uśmiechał się. Objął go jedną ręką, i rzekł:

            - No… jak Ci się teraz podoba ten pokój, kochany chłopcze?

            - Jest… nie wiem, co powiedzieć… jest … po prostu… idealnie!!!!!!!!!!! – Dziękuje Ci mój kochany Aniele, gdyby nie Ty, nie udałoby mi się dokonać tak wielkiej rzeczy.

            - Mam dla Ciebie niespodziankę, to jeszcze nie koniec wrażeń na dziś. Pamiętasz, jak Ci obiecałem, że pomożesz swym zmarłym krewnym?

            - Tak, pamiętam.

            - W takim razie życzę Ci miłego oglądania!

            Nagle Janek zobaczył oczami Anioła Stróża, jak otwierają się bramy raju, Pan Jezus bierze do ręki talerze, garnki pełne pachnących jabłek, i tak cudnie wyglądających. Bramy raju otwierają się, czuć słodki, świeży zapach. A piętnaście osób duszyczek po kolei, jedna po drugiej witają się ze Świętym Piotrem, po czym wchodzą do Krainy Wiecznej Szczęśliwości. Ich radość była tak ogromna, że aż dotknęła serca Janka, pozostawiła kojący spokój. To mu wystarczyło, by dalej działać, przez kolejny rok.

            Janek po tym, co zobaczył, czule pożegnał się z niebiańskim pomocnikiem, po czym wrócił na ziemię, by namawiać innych ludzi do sadzenia drzewek, które dają szczęście nie tylko ogrodnikom, ale również wielu innym osobom.

            Za 1,5 roku, na ten samej chmurce siedział spokojny, szczęśliwy Anioł Stróż, wcina jabłka z drzewa Janka oraz uśmiecha się szeroko do wszystkich wokoło.

            Z daleka krzyczy Pan Jezus:

            - I co, nie mówiłem, że w niebie na każdego znajdziemy sposób!?

            - Tak jest, Panie Jezu, mówiłeś – i za to ci będę dziękował tak długo, jak będę miał siły – powiedział Anioł Stróż, popatrzył w hen, daleko na ziemię, swego podopiecznego i jego śliczny, rozłożysty, bezpieczny oraz przyjazny wszystkim zwierzętom las. Zdawało mu się, że już bardziej, jak on, nie można być szczęśliwym. Już dawno zapomniał o tym, co złego uczynił Tomek, cieszył się jego sukcesami i rad był, że one cały czas się pojawiały – poprzeplatane porażkami, – ale zawsze były.

            - Nie musisz, mój kochany, nie musisz – zaśmiał się Chrystus. – Najważniejsze, że mój Janek, już mocno się tuli do mojego serca. Bardzo za nim tęskniłem, muszę się nim porządnie nacieszyć!

            To rzekłszy Pan Jezus założ ręce w okolicę klatki piersiowej, poprawił swoją świeżo upraną oraz wyprasowaną szatę i poszedł wykonywać swoje codzienne obowiązki – rozdawać jak najwięcej miłości tym, którzy tej miłości nie mają.

             Gdy Janek dożył sędziwego wieku, trafił prosto do nieba, niesiony przez swego Anioła Stróża. Kiedy obaj usiedli na pamiętnej chmurce usłyszeli jak dwaj mieszkańcy lasu opowiedzieli sobie jego niewiarygodną historię.

            - Ależ to nieprawdopodobne! – Powiedziała zaskoczona sowa, której, pomimo, że była najmądrzejszym zwierzątkiem w lesie, nie umiało się to wszystko zmieścić w głowie.

            - Ależ tak, to możliwe! – Uśmiechnęła się mrówka.

            - Tyle łobuziaków przyczyniło się do powstania dobra?

            - Tak, moja droga przyjaciółko! Dla nieba niemożliwe nie istnieje! – To rzekłszy mrówka pożegnała sowę, która poleciała na nocne łowy.

            Dla zabicia czasu mrówka położyła się na małej paprotce, zamknęła oczy i pomyślała:

            - Zdrzemnę się troszkę. Może i mnie przyśni się taki piękny sen, jak kiedyś Jankowi i dzięki mnie powstanie piękny las. Kto wie?! Przecież dla nieba niemożliwe – nie istnieje.  

           



Wróć do strony głównej
Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących).
Powrót na stronę główną      Info o stronie, kontakty, prawa autorskie itd.      Legalność materiałów i oprogramowania na stronie Duszki.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone (o ile nie zaznaczono inaczej) co do materiałów umieszczonych na stronie, podstronach, skrótach - zarówno jeśli chodzi o teksty, rysunki, muzykę, filmy - są one wytworem i własnością zespołu redakcyjnego Duszki.pl. Pozostałe materiały umieszczamy za zgodą ich twórców.
Warunki korzystania z materiałów na stronie Duszki.pl
Prywatne serwery Zbigniewa Kuleszy zjk.pl. Aktualny dostawca Internetu - Vectra.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone. Zespół redakcyjny duszki.pl: redakcja@duszki.pl
W sprawie treści i działania strony oraz w sprawie funkcjonowania i udostępniania treści na serwerach duszki.pl - kontakt z administratorem: duszek@duszki.pl lub zjk7@wp.pl

Valid HTML 4.01 TransitionalValid XHTML 1.0 TransitionalPoprawny CSS!Poprawny CSS!

Copyright (c): Zbigniew Kulesza, Sieradz 2006-2017