SMUTNY, CHERLAWY NIEDŹWIADEK
Niedźwiadek Klemens włożył tornister na swe wychudzone, cherlawe barki i jak co dzień wyruszył do szkoły.
Jego
łapki sunęły się niepewnie po leśnej dróżce. Chciał, by dzień
minął mu jak najszybciej. Pragnął znaleźć się na ścieżce, która
prowadzi do jego domu. Przed nim jednak były szkolne zajęcia. Zwierzak
strasznie się bał kolegów, którzy wyśmiewali się z jego
drobnej postury, żółtych paznokci i oklapniętych, odstających
uszek.
Robili
mu czasem brzydkie kawały, które poważnie raniły jego wrażliwe
serduszko. Gdy tylko żalił się tacie z tego powodu, zawsze słyszał:
„Zachowaj się, jak przystało na chłopca. Daj jednemu i drugiemu po buzi, to wtedy zaczną cię szanować”.
Na to, jednak niedźwiadek nie mógł się zdobyć. Bał się reakcji
rówieśników i tego, że sam nie stawi czoła całej grupie.
Natomiast,
gdy szukał ukojenia w ramionach mamy, ta pocieszała go, przytulała i
zapewniała, że bardzo go kocha, jednak nie potrafiła nic poradzić na
problemy synka. Uważała, że najlepiej nie zwracać uwagi na złośliwych
znajomych i dzięki temu jego trudna, szkolna sytuacja rozwiąże się
sama.
„Mama i tata mnie nie rozumieją” – pomyślał z goryczą, gdy zauważył pomarańczową ścianę szkolnego budynku.
Z
tyłu za nim szedł Adam, duży, silny niedźwiadek, który był znany
w całej okolicy. Podobał się dziewczynom, dostawał dobre oceny, a
jego rodzice byli bardzo wpływowymi, zamożnymi zwierzątkami.
Można
by pomyśleć, że Adam miał wszystko, co tylko sobie można wymarzyć. Ale
to nie była prawda. Brakowało mu dobrego, wrażliwego na uczucia innych,
serduszka. Lubił być złośliwy a już prawdziwą przyjemność sprawiał mu
ból, jaki rysował się na twarzach jego ofiar.
Nigdy
nie chodził sam. Jego wierni koledzy Rafał i Kamil nie odstępowali go
na krok i pomagali krzywdzić słabsze od nich zwierzątka. Razem czuli
się dość pewnie, osobno jeszcze ich nikt nie widział.
Nagle niedźwiadek Klemens poczuł silną, wysportowaną łapę Adama na swoich barkach.
- Cześć, łamago – rzekł Adam i wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu- Jak ci minęły wolne dni? Byłeś u chirurga plastycznego, żeby ci zoperował uszy?
- Słuchaj stary – wtrącił Rafał – po co mu operacja. Pójdzie w góry, jak się dobrze rozpędzi, to mu uszy za skrzydła posłużą.
Obaj wybuchli głośnym śmiechem i pobiegli przodem na lekcje, trącając Klemensa z całej siły w ramię.
Niedźwiadek
skulił się z bólu i ocierając łzy, które ze wstydu
poleciały mu z jego łagodnych oczu, potknął się na wystającym kamieniu
i runął na ziemię z ogromnym hukiem.
Na
jego nieszczęście Rafał i Adam zauważyli upadek kolegi i z tego powodu
zaśmiali się jeszcze głośniej. Nikt nie pomógł mu wstać ani nie
przytulił. Był tylko obiektem drwin pozostałych uczniów.
Nim wstał i doszedł, lekko kuśtykając, do szkolnego budynku, rozbrzmiał dzwonek na lekcje.
W klasie jego znajomi również nie szczędzili mu okropnych uwag. „Fajtłapa”, „Łamaga”, „Idiota”, „Palant”
– tak najczęściej zwracali się do niego inni. Nikt już nawet nie
pamiętał, jak miał na imię. Słyszał je z ust jedynie nauczycieli, i,
rzecz jasna, w domu.
Koledzy
i koleżanki nie mieli wyrzutów sumienia z powodu swego
niewłaściwego zachowania. Byli zdania, że skoro nie biją, to nie robią
mu krzywdy. Oczywiście bardzo się mylili. Złośliwe słowa raniły jego
serduszko, tak bardzo, że nie potrafił tego opisać słowami. Im więcej
słuchał obelg, tym więcej łez kapało mu po twarzy.
Przez
drwiny Adama i Rafała Klemens czuł się w klasie bardzo samotny. Nie
miał przyjaciół, bo był niepopularny. Znajomi robili mu brzydkie
kawały, zrzucali piórnik na podłogę, wieszali kurtkę w
różnych miejscach szkoły, brudzili jego ubranka.
A
Klemens, zamiast odpłacić im tym samym, pokornie zbierał porozrzucane
kredki, bez słowa narzekania szukał swoich kurtek, a pobrudzone ubranka
po prostu wrzucał do pralki i nie mścił się na kolegach, tylko z dnia
na dzień smutniał coraz bardziej.
Chodził
przygaszony, rzadko się uśmiechał. Bał się również innych
zwierzątek, jednak nie wiedział, dlaczego. Był zalękniony i płochliwy.
Przestał także słuchać swych rodziców, do których stracił
zaufanie. W jego główce wciąż kłębiły się dręczące, niechciane
myśli: „Dlaczego oni robią mi taką krzywdę? Czy nie wiedzą, jak bardzo mnie to boli? Czy im się wydaje, że ja nic nie czuje?”
Te
pytania zadawał sam sobie, jednak nie na głos, tylko w głowie, tak by
nikt nie słyszał o wątpliwościach, jakie kryją się w głębi jego
serduszka. Ból i cierpienie pozostawiał samemu sobie. A
jego dotychczasowy świat, pełen dobroci, miłości, troski i zrozumienia
legł z gruzach. Gdy był mały, kochał wszystkie zwierzątka, był radosny,
uśmiechnięty i ufny. Teraz często płakał, był smutny i bardzo samotny.
Pewnego
dnia na Klemensa spadło prawdziwe nieszczęście. Poprzez głupi żart
kolegów trafił do szpitala z rozciętą głową i silnym wstrząsem
mózgu. Lekarze powiedzieli, że o mały włos młody zwierzak
uniknął śmierci.
Jednak
jego znajomi nie poczuwali się do odpowiedzialności za ten czyn.
Przykry wypadek Klemensa był dla nich nawet trochę zabawny. Adam i jego
wierni koledzy byli z siebie bardzo dumni, wszystkim wokoło opowiadali,
jak to cherlawy niedźwiadek przez ich głupi wybryk poturlał się jak
piłeczka po szkolnych schodach aż na sam dół.
Stary
niedźwiedź Bolesław, nauczyciel historii, bardzo się zmartwił kłopotami
swego ukochanego ucznia. Poszedł nawet odwiedzić go w szpitalu, kupił
słodycze i owoce. Niestety, nie mógł porozmawiać z Klemensem, bo
zwierzątko było jeszcze nieprzytomne. Za to wysłuchał żalów jego
zrozpaczonej mamy, która opowiedziała mu o smutnym losie
Klemensa w szkole, kpinach kolegów i jej braku reakcji na jego
problem. Było jej naprawdę wstyd, że nie potrafiła uchronić swego
dziecka przed krzywdą rówieśników.
Pan
Bolesław postanowił dać nauczkę swym wychowankom i pokazać im na
bolesnym przykładzie, jak ciężko jest być ofiarą przemocy ze strony
kogoś silniejszego.
Historyk
otworzył drzwi szkolnej sali, przywitał swoich uczniów surowym
spojrzeniem, nerwowym ruchem otworzył dziennik, usiadł na krześle
i ze srogą miną rozpoczął czytanie listy obecności.
Na
lekcjach pana Bolesława zwierzątka zwykle były bardzo grzeczne. Wcale
nie z powodu strachu przed nim, ale dlatego, że poprzez swą postawę,
prawdomówność, uczciwość i sprawiedliwe traktowanie budził
powszechny szacunek.
Dziś
jednak jego zajęcia miały się okazać nietypowe. Po sprawdzeniu
obecności rozpoczął odpytywanie wychowanków. Pierwszego do
odpowiedzi wywołał Adama.
- Powiedz mi, chłopcze – zaczął nauczyciel – kiedy była Bitwa pod Grunwaldem?
- W 1409 roku – odpowiedział kulturalnie Adam. W jego głosie słychać było pewność siebie.
- Jesteś największym głupkiem, jakiego widział świat. Jakim matołem trzeba być, by nie wiedzieć, kiedy była Bitwa pod Grunwaldem – rzekł nauczyciel i wybuchł szyderczym, wymuszonym śmiechem – Zapamiętaj sobie chłopcze, że było to w 1410 roku.
Klasa była zszokowana jego okropnym, niemiłym zachowaniem. Ukochany nauczyciel poniża ich idola Adama.
Odpytywany
niedźwiadek poczerwieniał jak burak i usiadł skruszony do ławki.
Podobnie postąpił pan Bolesław z pozostałymi osobami z kręgu Adama. Gdy
rozbrzmiał dzwonek na przerwę, uczniowie opuścili klasę.
Po
kilku dniach na skargę przyszli rodzice poniżonych uczniów. Byli
oburzeni tak niewłaściwym postępowaniem nauczyciela, którego do
tej pory wszyscy cenili i szanowali za łagodność i sprawiedliwość.
- Jakim prawem traktuje pan tak moje dziecko? – rzekła głośno mama Adama.
- A
jakim prawem pani syn poniża Klemensa? Czyż obaj nie są takimi samymi,
równymi sobie uczniami? Teraz Klemens leży w szpitalu i nie
wiadomo, czy przeżyje. A pani syn nie dość, że nie czuje
wyrzutów sumienia, to jest jeszcze z siebie dumny. Jak by
się pani czuła, gdyby to Adam leżał teraz w szpitalu na miejscu
Klemensa i walczył o życie? – zapytał zdenerwowany nauczyciel.
Mama
Adama szczerze się zawstydziła z powodu prawdy o swoim dziecku,
którą usłyszała z ust pana Bolesława. Zrozumiała że pieniądze,
sława i bogactwo nie zastąpią mu miłości i uwagi rodziców.
Adam zamiast nauczyć się szacunku do drugiego człowieka, nauczył się
być nieczuły na potrzeby innych egoistą.
Po
długiej rozmowie z mamą do Adama dotarło, że źle postąpił. Zaczął mieć
ogromne wyrzuty sumienia i szczerze żałował swoich złych
uczynków. Postanowił pomodlić się za chorego kolegę podczas Mszy
Świętej.
Gdy
był pogrążony w modlitwie, miał wizję. Widział, jak Pan Jezus składa na
zbolałej, upokorzonej duszy Klemensa czuły pocałunek, który
wyleczy dręczonego niedźwiadka z ogromnego smutku. Bóg pokazał
Adamowi, że w czasie, kiedy wszyscy śmiali się z niewinnego
ucznia, ON mocno przytulał go do swojej piersi i przynosił mu ukojenie
w chwilach największego przygnębienia. Jezus powiedział do Adama
również, że wszystkie piekące łezki jego ukochanego dziecka
zamieni w złoto, które zapewni mu zdroje łask
w KRÓLESTWIE BOŻYM. Przyjdzie również taki dzień,
kiedy rana w jego sercu, zadana przez szkolnych kolegów,
zniknie, a wtedy Pan Bóg otworzy bramy nieba, podeprze się,
popatrzy z miłością na swoje dziecko i szczerze się do niego
uśmiechnie, dając mu znak, jak bardzo się cieszy, że jego dusza
i serduszko uwolniły się od smutku.
Adam
szybko przeżegnał się, podziękował Panu Bogu za pomoc i pobiegł do
szpitala. W między czasie niedźwiadek Klemens odzyskał przytomność.
Choć Adam bardzo się wstydził, podszedł do łóżka swego kolegi i
przeprosił go, następnie opowiedział o tym, co go spotkało podczas Mszy
Świętej w kościele i o tym, co takiego powiedział mu Pan Jezus.
Klemensowi zaśmiały się oczka na tą opowieść i rzekł:
- To
piękne, co powiedziałeś. Mam nadzieję, że kiedyś tak się rzeczywiście
stanie. Wybaczam ci to, jak mnie potraktowałeś, bo to nie ja jestem od
wydawania wyroków, tylko Pan Bóg. Niestety, moje
serduszko tak bardzo zostało zranione, że już nigdy nie będziemy mogli
być przyjaciółmi. Za wiele sprawiłeś mi bólu.
- Rozumiem – powiedział Adam – Dziękuje ci za twoją wielkoduszność.
Potem
chwilkę jeszcze rozmawiali o piłce nożnej, a potem Adam poszedł do
domu. Klemens bardzo długo dochodził do siebie po wypadku. Ale na
szczęście, tak jak obiecał mu Pan Jezus, pewnego dnia znikła całkowicie
rana, którą zadali jego sercu okrutni znajomi. I chyba, jak się
domyślacie, drogie dzieci, Pan Bóg naprawdę wtedy rozchylił na
chwilkę niebo i serdecznie się uśmiechnął do swego kochanego dziecka,
bo tak bardzo cieszył się, że już nie cierpi.
AUTORKA
SYLWIA JAWORSKA