| Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących). | ||
![]() |
Strona Duszyczek i Duszków - Internetowa wspólnota pomocy i wsparcia duchowego. Rozmowy, wartości, intencje DUSZKI.PL a tak dokładnie to Duszyczki i Duszki (*) - czyli "Duszkowo" :-) Dzisiaj jest: 2026-07-08 19:42:06 Aktualizacja dnia: 2026-07-08 14:22:36 |
![]() |
![]()
Gdy
oczekujesz pomocy lub sam(a) chcesz innym pomagać. Albo
chciał(a)byś porozmawiać o czymś ważnym lub choćby tylko o
wczorajszym podwieczorku :-) Dla wszystkich, w każdym wieku
- od 0 do 201 lat ;-)
|
||
| Strona główna | Teksty i inne | Intencje | Dla Gości | Dla Duszków | Poczta Duszków | Kontakt i Info |
RELACJA SPOD KRZYŻA
Tomasz Rakowski 8 sierpień 2010
Pod Pałac Prezydencki dotarłem 3 sierpnia około godziny 15. Nie zd±żyłem na 13, gdyż moj± podróż z Gdańska opóĽniły rzęsiste ulewy, które towarzyszyły mi przez prawie połowę drogi. Wszedłem w tłum. Wokół ludzie młodzi, starzy, kobiety, dziewczyny, dzieci, mężczyĽni. Małżeństwa, pary. Wysocy, niscy, grubi, chudzi, poważni, u¶miechnięci, agresywni, wynio¶li, smutni. Na pocz±tku zatrzymałem się po drugiej stronie ulicy, tuż przed grup± trzech kobiet w ¶rednim wieku. Wyci±gn±łem aparat, zrobiłem pierwsze zdjęcie Krzyża, ludzi, Pałacu Prezydenckiego. Wokół pobrzmiewał gwar rozmów. „Ale mam z was bekę” – usłyszałem raptem z prawej strony. Młody, dwudziestoletni chłopak ze ¶nieżnobiałymi zębami, opalony, w krótkich spodenkach i białych adidasach patrzył z pogard± na stoj±c± za mn±, wspomnian± wcze¶niej grupkę kobiet. Jego partnerka, niska dziewczyna z bardzo głębokim dekoltem u¶miechała się półgębkiem. „Ludzie, jeste¶cie ¶mieszni. Przyszedłem popatrzeć na ten wasz krzyż i na was. Dla beki!” – powtarzał do znudzenia. Rozgl±dał się na boki, szukaj±c poklasku. Kilka osób u¶miechnęło się pod nosem. Kobiety zaczęły z nim rozmawiać. „Mam to w dupie. Jestem młody, ważna jest dla mnie moja rodzina. Mogę wyjechać za granicę. Wolę mój kapitalizm, niż ten wasz komunizm.” Jeszcze wtedy tylko słuchałem. Słuchałem, jak obrzuca obelgami tych ludzi, jak prowokuje. Jak nie szanuje kobiet, z którymi chciał rozmawiać. Słuchałem z zadziwieniem jego pozbawionej logiki argumentacji. Patrzyłem, jak ostentacyjnie odchodzi, prychaj±c ze wzgard±. Słuchałem i nie wierzyłem. Sam nie wiem, w którym momencie, przysłuchuj±c się kolejnej podobnej rozmowie po prostu się do niej wł±czyłem...
WITAMY POD PAŁACEM
W dużym skrócie Krzyż przed Pałacem Prezydenckim skupia dwie frakcje – obrońców i przeciwników. Pisz±c o przeciwnikach, mógłbym ¶miało napisać – przeciwnicy Krzyża. Ale czy mógłbym napisać tak również o zwolennikach – obrońcy Krzyża? Czy rzeczywi¶cie chodzi tu tylko o pozostawienie przed Pałacem tego naprędce stworzonego Krzyża? Okazuje się, że nie. Krzyż jest symbolem. Symbolem Pamięci i Prawdy. Pamięci o wszystkich ofiarach smoleńskiej katastrofy i symbolem tego, że naród polski domaga się Prawdy. Prawdy o tym, co stało się 10.04.2010. Prawdy, która wydaje się gin±ć w odmętach karygodnie prowadzonego ¶ledztwa, na które nie mamy żadnego wpływu. Kto przychodzi pod Krzyż z my¶l±, że spotka fanatyków głosz±cych tezy, że Krzyż ma zostać, bo jest krzyżem ten musi się rozczarować – chyba, że nie interesuj± go prawdziwe motywy. W ostatnich dniach plac przed Pałacem Prezydenckim przyci±ga duż± liczbę nietypowych osobowo¶ci. Widziałem, jak w nocy pod Krzyż podszedł człowiek w żarówiastej kamizelce odblaskowej z gobelinem przedstawiaj±cym polskie godło przymocowanym na piersiach. Widziałem bezzębnych bezdomnych, z którymi atrakcyjne młode dziewczyny strzelały sobie fotki na facebook’a. Widziałem agresywnych, pijanych młodych mężczyzn, którzy epatowali agresj±, popychali, pluli, przeklinali i gorszyli. Widziałem relacje w TV, w których przed kamerami, jakoby w imieniu wszystkich obrońców, przemawiały osoby, prezentuj±ce absolutnie skrajne postawy. Często anormalne. I w ogóle ze spraw± Krzyża nie zwi±zane. Te osoby „reprezentowały” wszystkich. Życie to sztuka wyboru. Albo doboru. Dobrze dobrany rozmówca to połowa sukcesu. Obraz ludzi spod Krzyża wykreowany przez media jest fałszywy. Jest fałszywy, bo ukazuje wygodny fragment większej cało¶ci. Jest tak samo fałszywy, jak napomknienie, że pod Krzyżem starli się Jego zwolennicy i przeciwnicy, podczas gdy tak naprawdę grupa pijanych dresiarzy sił± próbowała odebrać protestuj±cym ich bannery z hasłami anty-PO. Fałsz. Ludzi pod Krzyżem nie sposób wrzucić do jednego worka. Zarówno tych z jednej, jak i z drugiej strony.
Zacznijmy zatem od zwolenników. W pierwszym rzędzie – grupa, która się modli. To z reguły ludzie starsi, choć nie zawsze. Stoj± wokół zniczy, czasem klęcz±. ¦piewaj± litanie, odmawiaj± Różaniec, czuwaj±. Ci ludzie nie rozmawiaj±, nie reaguj± na zaczepki. Odpoczywaj± chwilę na kilku rozkładanych krzesełkach, po czym wracaj± do wspólnej modlitwy. To oni tak naprawdę stanowi± o istocie tego miejsca. To ich wiek i postura nie pozwalaj± często mniej bezczelnym agresorom na przerwanie tego modlitewnego kordonu i wdarcie się w morze zniczy.
Niemniej istotn± grupę stanowi± ludzie, którzy s± odpowiedzialni za trzymanie tablic i transparentów. To głównie mężczyĽni, zarówno studenci, ale i 50-latkowie. To oni tworz± noc± żywy mur, ochraniaj±cy modl±cych się. Bez nich już dawno temu pijane chłystki wyrwałyby Krzyż sprzed Pałacu.
Kolejn± grup± s± ludzie, w większo¶ci młodzi, którzy kr±ż± przed Pałacem i rozmawiaj±. Mimo, że sam również stałem jednej nocy w kordonie mężczyzn ochraniaj±cych Krzyż i czułem na karku oddechy pijanych, agresywnych młodzieniaszków, to zaliczyłbym siebie wła¶nie do tych, którzy rozmawiali. Naszym celem była pomoc innym zwolennikom, którzy osaczeni przez kilka osób nie potrafili się obronić. Naszym celem było zadawanie oczywistych pytań. Naszym celem było poznawanie motywacji i powodów manifestacji tego sprzeciwu. Wchodzili¶my w tłum, często sami przeciwko 6 – 8 osobom i zaczynali¶my rozmawiać. Jestem zdania, że na takie realne ćwiczenia w dyskusjach powinno się posyłać przyszłych dziennikarzy, polityków lub negocjatorów. Takiej praktyki nie da chyba żaden podręcznik.
Pod Pałacem pojawiali się również ludzie, którzy chcieli wesprzeć swoj± obecno¶ci±. Nie odzywali się, czasem tylko skinieniem głowy ujawniali swoje przekonania w trakcie dyskusji. Na boku mówili, że nas popieraj±, że się modl±, że tak nie powinno być. Po prostu przychodzili i stanowili przeciwwagę dla drugiej strony. Obok tych mniej aktywnych pojawiali się też bardziej żywiołowi, jak na przykład około 40-letni mężczyzna, który zapytał odważnie młodego radnego Platformy Obywatelskiej (który trzymał transparent o dziele szatana) ile mu płac± i kto płaci, bo on też chciałby sobie dorobić. Pytał tak długo, aż chłopak odburkn±ł co¶ zezłoszczony, na co ten zareagował gromkim ¶miechem i powiedział – „Jeste¶ egoist±!”.
TO NASZ TEAM
Grupa przeciwna dzieli się na: kpi±cych obserwatorów, uczestników jarmarku, dyskutantów normalnych, dyskutantów betonowych, poszukiwaczy poklasku, prowokatorów, szczekaczy, agresorów słownych, agresorów fizycznych oraz totalnych ¶wirów, którzy przyci±gani tym niecodziennym zjawiskiem ¶ci±gaj± chyba z najdalszych zak±tków miasta. Kpi±cy obserwatorzy stoj± w oddali i wymrukuj± pod nosem takie sformułowania jak – „wstyd, żal, żenada, po¶miewisko, patrzy cały ¶wiat, co my tu robimy, chodĽmy st±d”. Uczestnicy jarmarku podnosz± na ramionach swoje roze¶miane niewiasty, aby te mogły zrobić lepsze zdjęcie, poruszaj± się w grupach, chętnie klaszcz± i bucz±, zbieraj± się pod transparentami „swojej drużyny” i za żadne skarby nie wypowiedz± się do kamery. S± raczej niegroĽni. Pojawiaj± się głównie popołudniu, około 18 (czyli po pracy i obiadku), aby móc pochwalić się za tydzień w dyskotece, że też widzieli tych fanatyków, a Jolka to nawet podeszła całkiem blisko i ledwo przeżyła, bo j± wyzwali od żydówek, masonek i lesbijek. Będzie co opowiadać przy kebabach. Największa zabawa był±, kiedy tacy klienci, o¶mieleni duchem chwili i tryumfem jasno¶ci nad ciemnot± postanawiali wł±czyć się do dyskusji. Rozmowy z nimi były dla mnie zawsze swego rodzaju relaksem. Do osobistych sukcesów zaliczam chwilę, kiedy młoda dziewczyna odci±gała swojego faceta wpl±tanego w rozmowę ze mn± o istnieniu i nieistnieniu samolotu prezydenckiego i odpowiedzialno¶ci Kancelarii Premiera za przygotowywanie wyjazdów Prezydenta.
Ludzie z którymi mogłem normalnie dyskutować byli najcenniejszymi rozmówcami. To z większo¶ci± z nich przechodzili¶my na ty, to z nimi podawali¶my sobie dłonie na zakończenie rozmowy. Niestety nie było takich rozmów zbyt wiele. Ale były. Bo byli tam ludzie, którzy mówili – jeste¶my przeciwko Krzyżowi, a po 10 minutach rozmowy przyznawali mi rację w ponad połowie moich argumentów. Zdarzało się tak, że mówiłem – „Słuchaj, przecież ty się zgadzasz ze wszystkim, o co walcz± tam ci ludzie spod Krzyża, przecież ty jeste¶ po tej stronie.” „No nie przesadzaj, bo mi zrobisz obciachu” – słyszałem niepewny głos. „Dziękuję Tomek, że mogli¶my porozmawiać, normalnie, rzeczowo” – powiedział młody chłopak, którego odprowadziłem kilkaset metrów od Pałacu, gdzie szedł ze swoj± grup± na dyskotekę. Szli¶my i dyskutowali¶my. Co jaki¶ czas w rozmowę wchodzili jego koledzy i koleżanki, wszystko na poziomie, spokojnie, bez osobistych wycieczek. „Mamy różne zdania, rozumiem Twoje stanowisko, szanujemy się, ale mnie nie przekonasz. Spokojnej nocy, trzymajcie się!” – rzucił mi na odchodne. To prawda, ludzie pod Krzyż nie przychodzili zmieniać pogl±dów, a już na pewno nie betonowi dyskutanci. Na rozmowy z nimi szkoda było czasu. Powtarzali utarte kliszki odno¶nie katastrofy, Krzyża, ¶ledztwa itd. Żadne racjonalne wytłumaczenia nie pomagały. Jeden z takich rozmówców zacz±ł się nawet odwoływać do Marksa i Engelsa. W takich momentach przerywałem.
Ci, którzy szukali poklasku również pojawiali się pod Krzyżem, bo wiedzieli, że tu zwróc± na siebie uwagę. Spektrum takowych cudaków było bardzo szerokie – pocz±wszy od sobowtóra Elvisa Presley’a, który nic konkretnego do powiedzenia nie miał, a skończywszy na różnego rodzaju menelni, która zachęcana brawami i błyskami fleszy tańczyła i podrygiwała ku uciesze gapiów.
Jedn± z bardziej groĽnych grup byli prowokatorzy. Ci ludzie potrafili przyj¶ć, wł±czyć się do modlitwy, ¶piewać, a nawet płakać, aby potem w odpowiednim momencie (np. przy dużej widowni lub w obecno¶ci kamer) zacz±ć lżyć, przeklinać i zachowywać się w sposób zupełnie nienormalny. Jeden z takich mężczyzn leżał kilkana¶cie minut w¶ród zniczy, rzekomo płacz±c i zawodz±c, a potem zacz±ł rzucać mięsem na lewo i prawo. Czasem takie osoby próbuj± kręcić się wokół nieformalnych twarzy, liderów, b±dĽ najaktywniejszych uczestników protestu, aby zdobyć ich zaufanie i zaatakować w najmniej spodziewanej chwili. Na wszelki wypadek ogl±dali¶my zdjęcia takich prowokatorów, aby przez pomyłkę nie dać się wmanipulować w ich show.
Najliczniejsz± grupę za dnia stanowili szczekacze. To dosyć osobliwe zjawisko, polegaj±ce na tym, aby w sile 5 – 6 osób otoczyć kogo¶ o odmiennych pogl±dach i zarzucać go pytaniami, bez dawania szansy na odpowiedĽ na którekolwiek z nich. Obrazki młodych dziewczyn, napieraj±cych słownie na starsz± kobietę przywodziły mi na my¶l tylko takie skojarzenie – sfora ujadaj±cych psów. Im nie chodziło o poznanie motywów. Nie chcieli tego. Dziewczyny, których przykładem się tu podpieram miały gotowe tezy i tematy, z których od Krzyża potrafiły przeskoczyć nawet do dyskusji nad istnieniem Boga oraz wyższo¶ci± wykształconej młodzieży nad starszymi ludĽmi. Hau, hau, hau - słyszałem wokół siebie. Jedna przez drug±, jeden przez drugiego. Mocniej, gło¶niej, odważniej. „A czemu to, a czemu tamto? A czy pani? A czy pani m±ż? A czy uważa pani? Ale przyzna mi pani racje, że...?” Niektórzy rozmówcy odchodzili, co czasem nie było łatwe, bo sfora nie chciała wypu¶cić dobrze rozgrzanej ofiary. Czasem atakowani nie wytrzymywali inwektyw pod własnym adresem i reagowali zło¶ci±, przekleństwem. Wydawało się, że dzikie stado tylko na to czeka! Prawie słyszałem wycie do księżyca, kiedy starsza kobieta odepchnęła od siebie ręce przytrzymuj±cych j± dziewczyn i powiedziała dosadnie – WON! Co godne odnotowania, każdy z takich szczekaczy, grupowych, b±dĽ indywidualnych, z którym rozmawiałem, po pięciu minutach rozmowy wiercił się, jak na rozżarzonych węglach i przy pierwszej lepszej okazji po prostu ode mnie uciekał. Dziewczyny, o których pisałem wcze¶niej każdego następnego dnia poznawały mnie i pozdrawiały wesołym „cze¶ć!”, ale żadna nie chciała ze mn± rozmawiać. A kiedy podchodziłem do nich, gdy atakowały kolej± osobę zwyczajnie dawały sobie spokój i zmieniały miejsce. Również pewien arogancki rudzielec przetrwał dialog ze mn± przez zaledwie trzy minuty. Po prostu odszedł w trakcie dyskusji w stronę grupy, gdzie ¶rednia wieku przekraczała spokojnie 60 lat. Był pod Pałacem każdego dnia. Cel miał prosty – szczekać.
Wieczorem szczekacze stawali się bardziej napastliwi. Podchodzili do grupy modl±cych się i bez wstydu pukali w plecy, poci±gali za rękawy, zaczepiali. „Proszę pani, chcemy porozmawiać. Czemu pani nie chce z nami rozmawiać? Proszę nam wyja¶nić! Ale czemu nas Pani ignoruje?!” – prowokowali. Również wieczorem dochodziło do eskalacji różnych form agresji. Nagminne były wykwintne wyzwiska kierowane w kierunku modl±cych się - „mohery, oszołomy, pejsy, pedały, debile, fanatycy, szantaży¶ci”, jak również skandowane hasła – „krzyż do ko¶cioła” lub pojedyncze okrzyki w stylu „je*ać krzyż” lub „niech każdy postawi tu swój krzyż!”. To przykre, że „młodzi, wykształceni, z dużych miast”, o¶mieleni alkoholem urz±dzali sobie rozrywkę kosztem ludzi starszych. Jest to znamienne i trzeba to podkre¶lić - nawet najbardziej fanatyczne modlitwy i przykuwanie się do Krzyża nie może być porównywane do słownej i fizycznej agresji. To s± dwie zupełnie różne rzeczy, które niektórzy z moich rozmówców starali się postawić na tym samym poziomie, argumentuj±c, że po każdej ze stron mamy do czynienia z przypadkami skrajnymi. Fałsz! Godzinne ¶piewanie pie¶ni religijnej na kolanach nie jest tym samym, co splunięcie komu¶ w twarz lub kopanie zniczy.
Agresja fizyczna pojawia się noc±. To wtedy dochodzi do najbardziej przerażaj±cych scen, które potem okre¶la się ładnym słowem - zamieszki. Nic z tego. To nie zamieszki. Czasem to prawdziwa walka. A raczej obrona. I strach. Poczucie osamotnienia. Bezsilno¶ci i zło¶ci. Dlaczego oni to robi±? W czym my im przeszkadzamy? To napięcie pod Krzyżem trwa od około północy do trzeciej, czwartej nad ranem. W weekendy dłużej. Jest więcej chętnych do pokazania, co to nie ja i więcej chętnych do ogl±dania takiego występu. Jest więcej alkoholu we krwi i o dziwo mniej policji. I tylko po stronie Krzyża wci±ż te same osoby. Ci sami ludzie, którzy nie mog± skoczyć do „Przek±sek, zak±sek” naprzeciwko, aby zje¶ć kanapkę, strzelić dwie kolejki wódki i wrócić. Musz± być, bo w każdej chwili wataha zapijaczonej sitwy może wylecieć z tłumu i rzucić się na modl±ce się kobiety albo młodych chłopców trzymaj±cych transparenty. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Ci±gle w napięciu. Aby zrozumieć atmosferę spod Krzyża, trzeba tam być w nocy. Ja byłem trzy noce i podziwiam tych, którzy s± tam każdego dnia po zmroku.
Plac przed Pałacem Prezydenckim przyci±ga też wariatów. Byłem ¶wiadkiem, jak pijany, a może pod wpływem narkotyków młody człowiek biegał noc± bez koszulki, wykrzykuj±c jakie¶ niezrozumiałe słowa, wykonuj±c dwuznaczne gesty, tarzaj±c się po chodniku i zapraszaj±c wszystkich do walki. Bezzębny tańcz±cy bezdomny wspaniale wpisywał się w ten korowód groteski ze wczesnych godzin porannych. A w tle wci±ż pobrzmiewała cicha melodia jakiego¶ Psalmu...
W pamięć zapadła mi taka scena – chłopak z dziewczyn± id± wzdłuż Pałacu. Dostrzegaj± tablicę z napisem „Jarosławie Kaczyński – opamiętaj się”. Przystaj±, chłopak mówi – „To nasz team.” „Ale o co chodzi?” – pyta jego partnerka. „Nie wiem, ale to nasz team, tu s± nasi ludzie...”.
JEST TĘCZOWO
Młody mężczyzna piał z oburzenia, bo stare dewotki nie pozwoliły mu złożyć obok Krzyża tęczowej flagi, będ±cej symbolem homoseksualistów. Zapytany, czy pochodzi z tego ¶rodowiska, odparł, że jest heteroseksualny, ale flagę złożyć ma prawo. Jak widać osoby pełni±ce wartę przy Krzyżu uznały inaczej. Mógłbym napisać, że pod Pałacem nie pojawił się nikt „godzien” tego, by takie tęczowe kolory reprezentować, ale musiałbym skłamać. Otóż popołudniow± por± w ¶rodę lub w czwartek dwójka młodych, może 15, 16-letnich chłopców zaczęła się publicznie całować w tłumie modl±cych się osób. Ponieważ spowodowali raczej ogólne rozbawienie, aniżeli sondowan± agresję oddalili się pospiesznie. Rozbawienie wprowadził również młody mężczyzna w krótkich spodenkach, który noc± z czwartku na pi±tek około 3 nad ranem położył się na chodniku twarz± do ziemi, informuj±c, że medytuje. Do jego spontanicznej akcji doł±czyli za kilka chwil inni postępowi obywatele i po chwili chodnik za¶ciełało około sze¶ciu „młodych, z dużych miast”. Nie piszę wykształconych, bo na pewno takimi nie byli. Zachęcali innych okrzykami „KładĽ się z nami!”, zamawiali „zimnego Lecha” i „kaczkę po smoleńsku”. Skandowali „nie zabierajcie pałacu sprzed krzyża” i poruszeni spadaj±cym gwałtownie zainteresowaniem gapiów po prostu wstali i poszli. Nad innymi przypadkami lekkiej i cięższej anormalno¶ci nie będę się już rozwodził. Do¶ć wspomnieć ludzi, którzy ¶piewali biesiadne piosenki, aby przekrzyczeć modlitwy lub traktowali to miejsce, jako swoj± scenę do żenuj±cych, postalkoholowych wybryków.
TURECKIE KEBABY
Ludzie przychodz± pod Pałac z gotowymi hasłami – wytrychami. Nie interesuj± ich rzeczywiste motywy i głębszy sens całego zjawiska. „Jestem Żydem, ten krzyż mnie obraża” – słyszałem niejednokrotnie. Pomijam alogiczny argument o tym, że Krzyż może obrażać uczucia religijne innych wyznań. Kiedy po wysłuchaniu zarzutów o tym, że Krzyż jest symbolem katolicyzmu mówiłem, że w¶ród zniczy leży m.in. Gwiazda Dawida, moi rozmówcy na chwilę speszeni - milkli. Przecież gdyby w kwietniu pod Pałacem stan±ł również krzyż prawosławny, to stałby tam do dzisiaj. Nikt nie ¶miałby go usun±ć. Ale nikt takiego nie postawił... Czy to się komu¶ podoba, czy nie Polska jest krajem katolickim i dlatego ludzie czuwaj± przy Krzyżu, a nie przy półksiężycu. Najbardziej zadziwiaj±ce były zarzuty ateistów, którzy wprost mówili, że skoro nie wierz±, to ten symbol razi ich uczucia. Nie, nie stali w tych kolejkach do Pałacu w kwietniu. Nie stali, bo trzeba być nienormalnym, żeby stać kilkana¶cie godzin. Po co? Tak, ludzie maj± prawo mieć swoje symbole, ale ten akurat powinien być w Ko¶ciele. Rozmowy pod Pałacem ocierały się często o absurd. Oto atei¶ci pouczaj± wierz±cych, jak należy się zachować. Niewierz±cy gani± katolików wysługuj±c się przykładami wysokich w hierarchii kapłanów. Młodsi próbuj± udowodnić starszym, jak ci bardzo się myl±. Żadna z tych awanturuj±cych się osób ani razu nie zadała sobie trudu, aby poznać przyczyny, dla których ludzie stoj± pod Krzyżem dniami i nocami. Nie. Oni przychodzili, rzucali kilkoma pytaniami, zarzutami. Było to o tyle zabawne, że zbiór tych haseł - wytrychów ograniczał się do kilku, tak więc po dniu rozmów moje kolejne dialogi odbywały się tak naprawdę na zasadzie odtwarzania w kółko tej samej płyty. Zadziwiaj±ce było, że większo¶ć moich rozmówców zgadzała się, że pod Pałacem Prezydenckim powinna stan±ć płyta, b±dĽ pomnik upamiętniaj±cy tragedię 10 kwietnia. Rozumieli to i zgadzali się z tym. Pewien młody chłopak powiedział do mnie – „To skandujmy – chcemy tablicy!”. Odparłem, że może ¶miało stan±ć obok ludzi spod Krzyża, bo oni również m.in. tego chc±. Ale kiedy mówiłem im, że pomimo trójstronnych ustaleń pomiędzy Harcerstwem, Kuri± i Kancelari± Prezydenta konserwator zabytków stwierdził, że nic w tym miejscu postawić nie można – milczeli. Milczeli lub mówili, że prawa trzeba przestrzegać, bo je¶li konserwator powiedział, że nie można, to znaczy, że nie można. Nie rozumieli, że ludzie pod Krzyżem zostali oszukani, bo najpierw obiecano im trwałe upamiętnienie katastrofy i zrywu narodowego, a potem, kiedy zgodzili się na przeniesienie Krzyża zasłoniono się decyzj± urzędnika. Prawo ma służyć ludziom. Sytuacja, w której znalazła się Polska w chwili obecnej daje możliwo¶ć do tworzenia nowych standardów. Niestety, to na Węgrzech, a nie w Polsce stan±ł pierwszy pomnik po¶wiecony smoleńskiej katastrofie. Bo u nas o sprawach narodowych decyduje konserwator zabytków.
Słyszałem też głosy, które twierdziły, że przecież te tragicznie zmarłe osoby maj± już swoje groby. Że jest Wawel, ¦wi±tynia Opatrzno¶ci. Że po co mnożyć te byty. Po co pomniki, tablice? Pytałem się wtedy, czy wiedz±, gdzie jest grób ¶p. kapitana Protasiuka. Nie wiedzieli. Ja też nie wiem. A chciałbym, aby w miejscu, w którym po 10 kwietnia stałem dziesięć godzin w nieprawdopodobnej kolejce do Pałacu Prezydenckiego, była możliwo¶ć zatrzymania się, chwili refleksji i oddania hołdu wszystkim ofiarom tej tragedii. Chciałbym, by było to miejsce dostępne, otwarte, w honorowym punkcie – bo tak się należy. Słyszałem wtedy, że pamięć należy nosić w sercu, a to ¶wieckie miejsce zostawić takim, jakim jest. „A czy gdy umr± twoi rodzice nie postawisz im pomnika, płyty? Czy będziesz nosił pamięć o nich tylko w sercu?” – próbowałem dociec. Milczeli. Niepewni. „Ale żeby czcić te osoby, trzeba wiedzieć, kto to był! No niech Pani wymieni nazwiska chociaż 15 osób. Niech Pani wymieni nazwisko jakiego¶ borowca! Pani tu przychodzi ich wspominać, a Pani nikogo nie zna, Pani nikogo nie pamięta! No jak się nazywał borowiec, chociaż jeden!” – grzmiał postawny pięćdziesięcioletni jegomo¶ć. Adresatka tych gromów, niska starsza kobieta stała osaczona przez gęstniej±cy tłum. „No jak się nazywał?” – pytał oskarżycielsko. Stałem za jego plecami. „Janosik” – odpowiedziałem. Odwrócił się przez ramię, spojrzał na mnie, u¶miechn±ł się, zaliczaj±c mnie pewnie do swoich zwolenników i przyznaj±c mi rację powiedział – „No wła¶nie, Janosik. A ta Pani nic nie wie”. „Czyli uważa Pan, że nie możemy pamiętać i składać hołdu osobom, których nie znamy z nazwiska?” – zapytałem. „Oczywi¶cie, że nie” – odparł bez chwili namysłu. Poprosiłem go, aby wymienił nazwiska dwóch oficerów spo¶ród ponad 22 tysięcy zamordowanych w Katyniu. Przez kilka sekund wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami. Ciszę przerwał głos jego ofiary – „No wła¶nie, niech Pan wymieni!”.
Jednak najbardziej utkwił mi w pamięci głos młodego człowieka, który starał się mnie przekonać, że sytuacja z Krzyżem jest analogiczna do rozstawienia przed Pałacem budek z tureckimi kebabami. „Bo rozstawiać nie wolno, a oni i tak by sobie rozstawili. I by sprzedawali te kebaby. I byliby chętni na te kebaby. I ich przeciwnicy”. A więc wypisz wymaluj – chodzi o to samo, prawda?
ZATAŃCZYĆ W¦RÓD ZNICZY
„Jestem pedałem i szukam sobie chłopaka na noc” – tak uzasadniał pewien pijany oprych to, że obmacywał mężczyznę, który zapytał się go, po co tu przyszedł. Krótkie spodenki, tatuaże, ogolona głowa. Kiedy obmacywanie nie przyniosło żadnych rezultatów i nie udało się nikogo sprowokować pijany agresor ordynarnie splun±ł w twarz chłopakowi, którego przed momentem dotykał. Tego tłum znie¶ć już nie mógł. Zaczęła się słowna awantura, przepychanki. Gdy awanturnik zorientował się, że jego bohaterskie zachowania rejestruje kamera Ewy Stankiewicz bez chwili wahania rzucił się w kierunku ekipy. Na szczę¶cie został przytrzymany przez kilku rosłych mężczyzn. Witamy pod Pałacem noc±! „Kiedy rozum ¶pi, budz± się demony” – powiedział bardzo dumny z siebie jeden z przeciwników Krzyża do obrończyni. O tak, to prawda. Demony najczę¶ciej wyzieraj± z pobliskiej knajpki z przek±skami i niedalekich dyskotek. Przychodz± ładnie ubrane, atrakcyjne, młode. Za takimi demonami niejeden mężczyzna obejrzałby się na ulicy. I to wła¶nie tacy ludzie uformowali się w mały oddział i ruszyli szturmem w stronę transparentów W. Bonkowskiego, który pojawił się pod Pałacem w czwartek w nocy. To nie był atak dresiarni, pijaków i menelstwa. To młodzi, piękni i bogaci. Na szpilkach, w spodniach w kant, z karnetami do solarium w kieszeni. To oni osaczyli młodego chłopaka, który trzymał jeden z końców transparentu i krzyczeli, jak w amoku, wyzywaj±c go od najgorszych. Strefa intymna? Zapomnij. Oni stali pięć centymetrów od jego twarzy. Hau, hau, hau! A on nic. I wtedy jeden ze sfory nie wytrzymał i go pochn±ł. Na odsiecz ruszyli inni obrońcy. Zaczęła się przepychanka. „Pisowiec bije kobietę, damski bokser! Damski bokser!” – zacz±ł drzeć się prowokator, który wcze¶niej zaatakował trzymaj±cego transparent. „Dlaczego mnie bijesz, ty gnoju, ty szmato!” – darła się wysoka dziewczyna w kusej spódniczce. Oczy pałały chęci± walki. „Damski bokser!”. Widziałem wszystko. Nikt dziewczyny nie uderzył. Sama pchała się w największ± kotłowaninę i sama swoimi pazurami atakowała na lewo i prawo. Ta scena, w której pijana grupka prowokuje awanturę, aby potem krzyczeć, że fanatycy bij± niewinne kobiety chyba najlepiej oddaje istotę każdej nocnej warty przed Pałacem. Noc± nie ma dialogów, rozmów. Siła argumentów nie ma szans w starciu z argumentem siły, bo tej drugiej jest po prostu więcej... Nie mogę tu nie zauważyć jednej rzeczy. Kiedy przeciwnicy Krzyża od kilku dni stali z transparentami, które głosiły, że obrona Krzyża jest dziełem szatana, które nawoływały Jarosława Kaczyńskiego do opamiętania się i które krzyczały „Precz z Krzyżakami!” nie dochodziło do fizycznych napa¶ci na osoby, które te transparenty trzymały. Transparenty Bonkowskiego zostały zaatakowane po 30 minutach od pojawienia się. Zostały zaatakowane w dzikim szale agresji i nienawi¶ci napędzanym najniższymi ludzkimi instynktami i podlewanym suto piwem i wódk±.
Noce przed Pałacem powinny być obiektem badań socjologicznych. To zjawisko powinni ogl±dać i analizować studenci, doktoranci lub ludzie zainteresowani zachowaniami społecznymi. Bo to nie s± normalne zachowania. Nie jest norm±, kiedy grupa kilkunastu umię¶nionych facetów przedziera się przez modl±ce się staruszki i zbiera z ziemi kartki z modlitwami, zdjęciami i apelami, a potem z nieskrywan± dum± drze je nad swoimi głowami w ge¶cie zwycięstwa. Około godziny 4 rano w pi±tek chodnik przed Pałacem był usłany porwanymi szcz±tkami papieru, z których smutno spozierały m.in. takie słowa jak: Jezus Chrystus lub Jan Paweł II. Nie jest normalne, kiedy pijany mężczyzna wskakuje pomiędzy znicze, aby tańczyć w pijackim widzie. Nie można godzić się na to, aby grupa starszych, modl±cych się ludzi była narażana na realn± agresję ze strony ograniczonego umysłowo motłochu, tylko dlatego, że kto¶ nie ma woli, by upamiętnić w tym miejscu Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałe ofiary smoleńskiej tragedii. Nie można.
TU NAM NIC NIE ZROBIˇ!
Policja niby jest, ale jej nie ma. We wtorkow± noc nie było jej wcale. W ¶rodę na ulicy przed Pałacem stał kilkuosobowy kordon złożony z samych policjantek. Kiedy po opisanym wcze¶niej ataku na kamerę i interwencji tłumu, który powstrzymywał agresora, ludzie krzyczeli do owych funkcjonariuszek, aby pomogły, te stały niewzruszone. Podszedłem bezpo¶rednio do jednej i powiedziałem, żeby podeszła, bo może stać się krzywda. Zareagowała, weszła w tłum, wezwała patrol. Sytuacja się uspokoiła. Jej koleżanka mówiła – „Nie idĽ tam, przecież widzisz, że to scenka dla nas. Nie idĽ, jeste¶my same!”. Policja agresorów spisuje i za kilka chwil wypuszcza. Nie reaguje na zgłoszenia dotycz±ce osób, które chodz± przed Pałacem z otwartymi puszkami piwa albo butelkami wódki. „To zadanie dla straży miejskiej” – mówi±. Nie czułem się tam bezpiecznie. Nikt się nie czuje. Policji nie ma. Może kręc± się gdzie¶ w pobliżu, czekaj±c, aż tłum zacznie się prać na tyle mocno, aby można było spacyfikować tę imprezę. Nie wiem. Ja jako obywatel w państwie prawa czułem się pod Pałacem zagrożony. Tłum szalał, wyrywali transparenty, grozili, popychali, a policja stała po drugiej stronie łańcucha razem z BOR-em i po prostu się przygl±dała z kamiennymi twarzami. W czwartkow± noc kordonu policji na ulicy już nie było. Raz na jaki¶ czas pojawiał się większy patrol w odblaskowych kamizelkach, widziałem też dwóch policjantów w czarnych koszulkach bezpo¶rednio w tłumie. Ale to wszystko zawsze po fakcie. S±dziłem, że służby prewencyjne maj± za zadanie zapobiegać. Swoj± obecno¶ci± powinny dawać do zrozumienia, że na większe awantury miejsca tu nie ma. A tymczasem ten plac zdawał się być wyjęty spod prawa. Można się było lać, wyzywać, chlać i awanturować. „Nie możemy się wtr±cać, nie możemy wchodzić w tłum, bo mamy broń” – powiedział jeden z policjantów. Na pro¶by podania numerów służbowych reagowali „niesłyszeniem”. ”Tu nam nic nie zrobi±” – przekonywał kolegę młody, podpity nastolatek, zachęcaj±c go do tego, aby nie krył się z tym, że idzie z puszk± piwa. Rzeczywi¶cie. Pod Pałacem niektórzy mogli się czuć bezpiecznie. Policja nie robiła tym razem żadnych większych problemów...
BUSY Z PIWEM I KRZYŻ Z PUSZEK
„Przyjechali trzema busami, szłam obok, to widziałam, w ¶rodku zgrzewki piwa. Pewnie dostali, jako zapłatę. Wyszli razem, ale w tłum weszli osobno, jakby się nie znali.” – tak opisywała pewna kobieta noc z poniedziałku na wtorek. Najpierw nie dawałem wiary, ale potem, przez te trzy dni słyszałem o tym do wielu innych osób. A więc nawet je¶li legendarne puszki w zgrzewkach s± tylko pewnym wyolbrzymieniem, to faktem jest, że pod Pałac zjeżdżaj± zorganizowane grupy, których celem jest dezorganizacja i prowokacja. W chwili obecnej na portalu facebook grupa przeciwników Krzyża zapowiada, że 9 sierpnia o godzinie 23 będzie chciała „pokojowo przenie¶ć Krzyż”. Podobno uzyskała już zgodę Prezydenta Miasta Warszawy. Na swoich stronach apeluje do policji i służb porz±dkowych, aby te nie wtr±cały się w t± obywatelsk± inicjatywę. Afiszuj± się poparciem radia Tok FM i telewizji TVN Warszawa. Organizator akcji, zanim zainteresowali się nim obrońcy Krzyża oraz media, szczycił się na swoich stronach zdjęciami z broni± stylizowanymi na fotografie osób, które w różnych miejscach globu dokonały masakr w miejscach publicznych. A wszystkiemu milcz±co przygl±da się Kancelaria Prezydenta. Według ludzi, którzy s± pod Pałacem dzień i noc Bronisław Komorowski chce rozwi±zać problem czyimi¶ rękami. Trwa mobilizacja zwolenników obu frakcji, ludzie deklaruj± przyjazd ze wszystkich stron naszego kraju. Zgoda przecież buduje.
Również na facebook’u skrzyknęli się organizatorzy akcji stworzenia krzyża z puszek po piwie Lech. Wypełniaj±c wolę swojego przewodnika duchowego Janusza Palikota („ożywiajcie i zwyciężajcie, krzyże z puszek piwa stawiajcie”), młodzi ludzie, okre¶laj±c się dumnie, jako studenci „sił± swoich gardeł i mię¶ni” sprofanowali symbol religijny, dekoruj±c go puszkami po piwie. Z takim gadżetem udali się w czwartkow± noc pod Pałac Prezydencki, gdzie od razu stali się sensacj± i obiektem największego zainteresowania. I na tym tak naprawdę cały ten szokuj±cy show się skończył. Po kilku niemrawych okrzykach w stylu – „Macie nowy – dajcie stary!” i próbie za¶piewania jakiej¶ piosenki młodzi ludzie oparli swoje dzieło o barierki i oddalili się. Potem słyszałem od jednego z nich, że „ich symbol” upadł, bo nie było odpowiedniej agitacji w¶ród młodych, by pełnić przy nim wartę. Znamienne jest, że ten puszkowy wytwór ich głębokiej wrażliwo¶ci zakończył swój żywot ze złamanymi ramionami pod jednym ze ¶mietników. Ci młodzi ludzie pokazali, że ani na milimetr nie rozumiej±, na czym polega to trwanie przy Krzyżu, o co w tym wszystkim chodzi. Było wesoło przez kilka minut. Kiedy zgasły ¶wiatła kamer, nie opłacało się już być przy swoim „dziele”. Misja spełniona. Jak bardzo to wszystko wymowne... Niemniej wymowny może być również finał tego skandalicznego wybryku. Na forach dyskusyjnych trwa zbieranie materiału dowodowego w celu złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Organizatorzy znani s± z imienia i nazwiska, po sieci kr±ż± nagrania video oraz zdjęcia, również z przygotowań, które dumni, młodzi, postępowi umie¶cili na stronie tego „wydarzenia”. O tym, że zrozumieli, że popełnili przestępstwo niech ¶wiadczy fakt, że kilka godzin po akcji cała grupa na portalu facebook wraz z cał± zawarto¶ci± została skasowana. Ale czy w kraju, w którym czołowi politycy partii rz±dz±cej nawołuj± do tego typu zachowań, a zawieszenie na krzyżu męskich genitaliów jest przejawem sztuki można się spodziewać nagany dla takiego postępowania? Duża czę¶ć społeczeństwa mimo wszystko wierzy, że tak.
A PANI JEST ZA CZY PRZECIW?
„A powtórzyłby¶ to przed dziennikarzem i kamer± z imienia i nazwiska?” – zapytał Krzysiek, jeden z obrońców Krzyża. „Dawajcie tu jakiego¶ dziennikarza!” – krzyczał rozzuchwalony, otyły młodzian. Bo sk±d o trzeciej w nocy pod Pałacem dziennikarz? Pobiegłem do Ewy Stankiewicz. Kilka sekund póĽniej przed zaskoczonym awanturnikiem wyrosła kamera, operator, dokumentalistka. „No ¶miało” – zachęcał Krzysiek. Chłopak miał trochę oporów przed podaniem swoich danych, ale kiedy Krzysiek przedstawił się do kamery, temu nie pozostało nic innego. „Uważam, że całe to miejsce powinno zostać zrównane z ziemi±. Hammer down! Jak w Ameryce. Powinno się spu¶cić napalm, potraktować ich wszystkich napalmem. I mieliby¶my spokój. Dziękuję!”. Swój groteskowy występ zakończył szczerz±c zęby. Kamera została wył±czona. „A teraz chcę od Pani na pi¶mie, że nie wykorzysta Pani tego nigdzie.” – rzucił w stronę Ewy. „Czyli się Pan nie zgadza?” – zapytała. „Nie zgadzam się”. „To po co się Pan wypowiadał przed kamer±?”. „Bo mam z tego bekę. A jak zobaczę gdzie¶ t± wypowiedĽ, to pozwę Pani± do s±du.” Rozmawiali¶my z nim potem jeszcze jaki¶ czas. Próbowali¶my. Absolwent Łódzkiej Szkoły Filmowej. Pracownik reklamy. Arogancki i cyniczny. Był w jakim¶ stopniu przerażaj±cy w tym, co mówił. On wierzył, że ma rację. Potrafił się wysławiać, dbać o formy grzeczno¶ciowe, słuchać. Stwarzał dobre pozory. Ale rozmowy z nim nie było. Beton.
Chcemy sfilmować grupkę nastolatek, która stoi pod transparentem o dziele szatana. „Niech nas Pani nie filmuje” – zasłaniaj± twarze młode dziewczyny. „My nie mamy nic do powiedzenia, niech Pani z nim rozmawia” – wskazuj± na radnego PO, który trzyma transparent. „My tu się tylko kręcimy, wspieramy nasz± akcję”. Mimo wszystko decyduj± się na kilka słów do kamery. Tak samo jak prawie 30-letni chłopak, z którym ekipa Ewy rozmawiała prawie 20 minut. Wyja¶niał, odpowiadał na pytania. Stoj±ca obok żona co chwila próbowała odci±gn±ć go od kamery. „Czy możemy wykorzystać Pana nagranie do filmu?”. „A do jakiego filmu?”. „Dokumentalnego”. „A Pani jest za czy przeciw?”. „Ja jestem za.”. „No to nie możecie”. „No ale przecież Pan jest przeciw, więc będzie można pokazać zdanie drugiej strony, nie uważa Pan?” – próbowali go przekonać. „Na razie nie daję zgody, jak już to zrobicie, to wy¶lijcie mi maila, mogę zostawić tylko maila.” Byłem ¶wiadkiem wielu takich rozmów. Zadziwiał fakt, że ludzie, którzy przecież tak jednoznacznie i odważnie wypowiadali swoje opinie do kamery, potem nie zezwalali na ich użycie w dokumencie. Doszedłem do wniosku, że po prostu uznali, że nie warto się o¶mieszać...
HARCERSKI KRZYŻ
Jednym z częstszych argumentów, jakie słyszałem pod Pałacem, był ten, który mówił, że Krzyż postawili harcerze i że harcerzom należy go oddać. To prawda. Postawiony przez harcerzy, którzy niemalże zastępuj±c policję i straż miejsk± w pierwszych chwilach i dniach po kwietniowej katastrofie uznali absolutnie oddolnie, że miejsce, w którym ludzie klękaj±, modl± się i zapalaj± znicze powinno być opatrzone wła¶nie tym znakiem – Krzyżem. To konkretni harcerze, konkretni ludzie, w konkretnej stolarni, konkretnej nocy przygotowali ten Krzyż. To oni go postawili. Nie zrobił tego ani p.o. Prezydenta, ani Premier, ani Urz±d Miasta, ani tym bardziej Komendant jakiejkolwiek harcerskiej organizacji. Dwóch, trzech może czterech harcerzy uznało, że Krzyż w tym miejscu jest niezbędny. I jak się okazało – był. Krzyż nie przeszkadzał nikomu. Stał niewzruszony przez cały kwiecień, maj i czerwiec. I choć żałoba narodowa trwała około dwóch tygodni, to nikt Krzyża po tym czasie nie zdemontował. I o ile za akcj± postawienia Krzyża stali wła¶nie szeregowi harcerze, tak decyzję o jego przeniesieniu podj±ł Komendant harcerstwa. Tajemnic± poliszynela jest fakt, że harcerze, którzy mieli uczestniczyć w uroczysto¶ciach trzeciego sierpnia, zostali dosłownie ¶ci±gnięci z obozów harcerskich i bez absolutnie żadnej wiedzy o panuj±cych pod Pałacem nastrojach przyszli uroczy¶cie ubrani odprowadzić Krzyż do Ko¶cioła ¦w. Anny. I to ci harcerze szli ze spuszczonymi głowami, widz±c, jak na cał± t± uroczysto¶ć reaguj± zwykli ludzie, dla których to zwykłych ludzi, oni, zwykli harcerze postawili cztery miesi±ce temu ten zwykły, drewniany Krzyż. I to te harcerki chowały twarze w dłoniach i ukrywały łzy, kiedy jeden z obrońców pytał ich przez megafon – „Harcerze! W co dali¶cie się wmanipulować? Czy tak chcecie zaczynać wasze młode życia? Przyszli¶cie odbierać Polakom Krzyż? Skoro teraz odbieracie nam Krzyż, to co odbierzecie za kilka lat?” Ten Krzyż przestał być Krzyżem harcerzy już dawno temu. Praktycznie na samym pocz±tku. To Krzyż całego Narodu, który gromadził się pod Pałacem Prezydenckim w dniach po katastrofie. On już nie ma fizycznego wła¶ciciela. Stał się co najmniej naszym dziedzictwem narodowym. Je¶li kto¶ nie jest w stanie tego zrozumieć, niech spróbuje porozmawiać z tymi, którzy Go tam postawili...
CHCEMY PRAWDY
Ludzie sprzed Pałacu, którzy pilnuj± Krzyża chc± Prawdy. Bo to brak Prawdy podzielił Polaków. Nie Krzyż. Krzyż nie może dzielić. Nigdy nie dzielił. Ten Krzyż to wyraz protestu przeciwko nieudolnym działaniom rz±du RP, który w obliczu katastrofy smoleńskiej nie zdał egzaminu. To protest przeciwko wygładzaniu rzeczywisto¶ci i marginalizowaniu rzeczywistego znaczenia rzeczy, zjawisk i wydarzeń. Ci ludzie nie godz± się na to, że w ich kraju, w ich stolicy nie ma pierwszego na ¶wiecie pomnika ku czci pamięci ofiar katastrofy. Ci ludzie czuj± się poniżeni, że pierwszy taki pomnik powstał na Węgrzech. Krzyż symbolizuje w tym kontek¶cie niezwykle szerokie spektrum warto¶ci. I to jest jego moc±. Bo gromadz± się przy nim zarówno starsi ludzie, którzy go po prostu broni±, jak również ludzie, którzy krzycz± władzy w twarz, że nie pozwol± sobie na to, aby zapomnieć o 10.04, i że s± gotowi na wiele po¶więceń, aby sprawę wyja¶nienia tej tragedii doprowadzić do końca. I nie jest ważne, czy s± w¶ród nich tacy, którzy wierz± w zamach, czy w tragiczny wypadek po¶rednio spowodowany potwornymi zaniedbaniami Kancelarii Premiera. Wszyscy ci ludzie ż±daj± Prawdy. Chc± wiedzieć. I pamiętać. S± głosem, którego nikt do tej pory nie chciał wysłuchać. A to niespotykane w kraju „władzy ludu”. Wspólne o¶wiadczenie wydane przez Kancelarię Prezydenta, Kurię Metropolitaln± i Harcerstwo nie uwzględniało czwartej strony – tej która stała pod Krzyżem. Dlaczego nikt nie zaprosi tych ludzi na rozmowę, do dyskusji? Dlaczego? Oni s± na to gotowi, czekaj±, wybrali między sob± reprezentantów, maj± ustalone stanowisko. Chc± jedynie, by ich wysłuchano. Przecież nie zależy im na tym, aby kolejne tygodnie sierpnia spędzać na Krakowskim Przedmie¶ciu. Ci najżarliwsi obrońcy s± często spoza stolicy. Przyjechali na dzień, dwa, zostali na tydzień. Jedz± w barach, ¶pi± k±tem u znajomych, wydaj± maj±tek na telefony komórkowe, marnuj± swoje wakacje, urlopy, zawalaj± obowi±zki. Ale mówi± jednocze¶nie, że będ± tu tak długo, jak będzie to konieczne. Byłem tam z nimi, w samym ¶rodku. Rozmawiali¶my, ustalali¶my, pisali¶my. W tym dało się czuć klimat strajków lat 80-tych – tak przynajmniej mówili ci, którzy odczuwali w tych dniach to, co 30 lat temu. Bardzo sobie cenię, że mogłem ten powiew wolno¶ci poczuć na własnej skórze.
POLSKA PODZIELONA?
„Krzyż podzielił Polaków” – to prawda. Podzielił ich na tych, którzy w zgodzie z sumieniem, w obronie godno¶ci i polskiego honoru postanowili upomnieć się przed Pałacem Prezydenckim o Prawdę i Pamięć. I na tych, którzy pytaj±, dlaczego pod Pałacem nie ma półksiężyców. Podzielił na tych, którzy modl±c się pod Krzyżem wierz±, że pomagaj± OjczyĽnie. I na tych, którzy pluj± starszym w twarz. Podzielił na tych, którzy przez wiele dni z rzędu potrafi± przy Krzyżu czuwać. I na tych, którzy przychodz± pod Krzyż pomiędzy jedn±, a drug± kolejk± wódki. Podzielił na Bohaterów. I na motłoch, o którym nikt nie będzie chciał pamiętać za kilka lat...
Jestem dumny z tego, że poznałem pod Krzyżem tyle warto¶ciowych osób. Studentów, urzędników, przedsiębiorców. Jestem dumny z tego, że mogę ich nazywać moimi Przyjaciółmi. Jestem dumny z tego, że stałem wła¶nie po Tej stronie. Bo czyż mógłbym za kilkana¶cie lat powiedzieć moim dzieciom, że w 2010 roku - w roku, w którym zgin±ł Prezydent Polski, razem z pijanymi kolegami poszedłem pod po¶więcony Krzyż, aby walczyć z modl±cymi się starszymi ludĽmi? Że im ubliżałem, nie dawałem doj¶ć do słowa, wy¶miewałem i poniżałem, plułem w twarz, prowokowałem, zaczepiałem, bawiłem się ich kosztem... „Tato, a dlaczego?!”.
No wła¶nie... dlaczego?
Tomasz Rakowski (raczek@pg.gda.pl)
| Dostrzeganie bliźnich i odkrywanie wartości. Materiały na wesoło i na bardzo poważnie, o nas, dla Was i o całym świecie. Nieoficjalna strona katolicka (także dla niekatolików i wątpiących). | ||
|
Powrót
na
stronę główną
Info
o stronie, kontakty, prawa autorskie itd.
Legalność
materiałów i oprogramowania na stronie Duszki.pl Wszelkie prawa zastrzeżone (o ile nie zaznaczono inaczej) co do materiałów umieszczonych na stronie, podstronach, skrótach - zarówno jeśli chodzi o teksty, rysunki, muzykę, filmy - są one wytworem i własnością zespołu redakcyjnego Duszki.pl. Pozostałe materiały umieszczamy za zgodą ich twórców. Warunki korzystania z materiałów na stronie Duszki.pl Informacje o ochronie, przetwarzaniu danych osobowych, zapytania i zgloszenia Ochrona danych osobowych na stronie Duszki.pl |
||
|
Prywatne serwery Zbigniewa Kuleszy zjk.pl.
Aktualny dostawca Internetu - Vectra.pl,
Wszelkie prawa zastrzeżone. Zespół
redakcyjny duszki.pl: redakcja@duszki.pl W sprawie treści i działania strony oraz w sprawie funkcjonowania i udostępniania treści na serwerach duszki.pl - kontakt z administratorem: duszek@duszki.pl lub zjk7@wp.pl |
||